Amerykańsko-radzieckie ćwiczenia spadochroniarzy. Dowodzi Amerykanin. Na odprawie informuje swój oddział o zadaniu.
-
Będziemy skakać z wysokości 500m ...
W tym
momencie zauważył, że Rosjanom miny zrzedły. Pyta więc:
-
Słucham. O co chodzi?
- A nie
możnaby niżej? Na przykład z 50 m?
-
Przecież spadochrony wam się nie otworzą!
Ooooo.... To dostaniemy spadochrony ?!
W samolocie leci kilku komandosów na misję.
Nagle zielone światło, trzeba wyskakiwać. Po przeliczeniu spadochronów okazało
się, że jednego brakuje. Pechowego kolegę pocieszają inni:
-Słuchaj, nic straconego! Jak wyskoczysz, to
szybko machaj rękami tak jak koliberek i w ten sposób utrzymasz się powietrzu!
– Wyrzucili go z pokładu i strzepując kurz z dłoni, z ulgą zajęli się
przygotowaniem do akcji.
W pewnej chwili, z zewnątrz samolotu dobiega
stanowcze pukanie. Zdumieni żołnierze spoglądają przez okienko, a tam (bardzo szybko trzepocząc dłońmi, łokcie przy
tułowiu) leci wypchnięty żołnierz i krzyczy:
-Jak się
ten ptaszek nazywał?!?
Co ma żołnierz pod łóżkiem?
-Porządek
Co ma żołnierz w butach?
-Chodzić!
Co to jest góra i w jaki sposób?
- Góra jest to odkształcenie terenu w sposób
wypukły.
Zdarzyło się pewnego razu, że Szeregowemu
Kowalskiemu zmarł ojciec. Do jednostki przyszedł telegram. Po przeczytaniu go,
major wpadł w zakłopotanie bo chciał uniknąć scen przy oznajmianiu tej
tragicznej wiadomości swojemu podwładnemu. Wolał by informację przekazać w
sposób taktowny i nie wywołujący szoku. Usłyszawszy o kłopocie majora, pomoc
zaoferował sierżant - szef kompanii, w której służył Kowalski.
-Ja to załatwię jak trzeba!
Poszedł do kompanii zwołał zbiórkę. Gdy wszyscy
stawili się na zawołanie, wydal komendę”
- Baczność! Wszyscy, którzy mają ojca – wystąp!
A po chwili lustrując od stóp do głów wrzeszczy:
- A wy Kowalski gdzie się wpierdalacie?!?
Co to jest kałuża?
- Niewielki zbiornik wodny pozbawiony znaczenia
strategicznego.
Sierżant:
- Pieprzyliście szeregowy, że umiecie gotować. Coście do
cholery gotowali w cywilu ??!
-
Smołę, panie sierżancie.
5:00
w koszarach komandosów. Zimno jak w psiarni. Pobudka. Wpada sierżant i ryczy:
-
Inspekcjaaaaa!!! Wstawać mi tu zaraz gołodupce do przeglądu!
Żołnierze
zrywają się i stają nadzy drżąc przy pryczach.
-
W dwuszeregu zbiórka!
Posłusznie
formują formację. Sierżant podchodzi do pierwszego z brzegu żołnierza i wali go
kijem w klatkę.
- Bolało? - pyta sierżant patrząc mu w oczy.
-
Nie, panie sierżancie!! – wykrzykuje żołnierz
-
A dlaczego? – pyta sierżant
-
Bo jestem komandosem! – odkrzykuje wyuczoną formułkę chłopak.
Podchodzi
do następnego i mocno nadeptuje mu na stopę.
-
A TO bolało? - pyta sierżant patrząc mu w oczy.
-
Nie panie sierżancie!! – wykrzykuje żołnierz
-
A dlaczego? – pyta sierżant
Bo
jestem komandosem! – odkrzykuje drugi żołnierz.
Sierżant
coraz bardziej zadowolony idzie na tyły i nagle jak nie przyłoi kijem w
siedzenie następnemu. Staje przed żołnierzem i pyta:
-
A może to bolało?
-
Nie, panie sierżancie – wykrzykuje kolejny chwat.
-
A DLACZEGO? - pyta nasz specjalista od drylu
-
Bo to dupa mojego kolegi!
Ciemna noc, amerykański bombowiec leci na akcję. Cel:
zrzucić
spadochroniarzy na wyznaczony obszar na terytorium
wroga. Samolot zatoczył krąg, zapala się czerwona lampka, następnie zielona,
grupa komandosów wyskoczyła nad celem. Z wyjątkiem jednego...
Dowódca: Skacz!
Tchórzliwy komandos: N-n-nie...
- Dlaczego nie?
- B-b-bo się b-b-boję!...
-Skacz, bo pójdę po pilota!!!
-T-t-to idź...
Po chwili dowódca wraca z pilotem, a ciemno jak w d...
-Skacz! - mówi pilot - bo cię wyrzucimy siłą!
Komandos nadal odmawia opuszczenia samolotu:
-N-n-nie, b-b-bo się b-b-boję...
Słychać kotłowaninę, w końcu obaj żołnierze odetchnęli z
ulgą: udało im się wypchnąć opornego „skoczka” z samolotu.
Dysząc ze zmęczenia jeden do drugiego:
-Silny był!
-N-no, chy-chyba c-c-coś t-t-trenował!..
Ile żołnierz ma par butów i z czego ?
- Żołnierz ma dwie pary
butów, z czego jedną w magazynie.
Co ma żołnierz pod łóżkiem ?
- żołnierz pod łóżkiem ma sprzątać .
Po co ma żołnierz płaszcz?
- po kolana
Skąd wyjeżdża czołg ?
- Czołg wyjeżdża
znienacka.
Na odprawie oficer łaja żołnierza za nie
wypucowane buty.
-To mają być wyczyszczone buty?!? Żołnierza buty
się powinny świecić jak psu jajca! – potem patrzy w dół i dodaje z wyższością-
... albo jak moje!
Na szkoleniu sierżant pyta szeregowców:
-Co emituje czołg na poligonie?
Padają różne odpowiedzi: "dym", "gazy", "spaliny", "wyziewy", "opary", "smród" itp.
Sierżant niezadowolony kręci głową. Wreszcie odpowiada:
-Czołg na poligonie emituje MAKIETA!...
Z czego składa się łyżka żołnierska?
-Łyżka żołnierska składa się z; komory zupnej i trzonka bojowo-ręcznego. To dla ułatwienia.
Komora zupna składa się z przedkomorza komory zupnej, śródkomorza komory zupnej i zakomorza komory zupnej. Trzonek bojowo-ręczny składa się z przedtrzonia bojowo-ręcznego... i td...
(słynniejsza jest wersja "Z czego składa się DZIDA?
Wszyscy wszelakoż wiedzą, iż dzida składa się z: Przeddzidzia, śróddzidzia i zadzidzia.
Przeddzidzie składa się z przeddzidzia przeddzidzia, śróddzidzia przeddzidzia i zadzidzia przeddzidzia... i td.)
Młody szeregowy Maca Stefan po raz pierwszy
został wysłany na wartę przy sztabie głównym. Dowódca zapowiedział, że jest to
miejsce, do którego należy wpuszczać jedynie takie pojazdy, które mają na przedniej
szybie specjalną nalepkę. Przez cały czas nikt nie przychodził ani nie
przyjeżdżał, dopiero nad ranem do bramy zbliżył się samochód z jakimś generałem
siedzącym na tylnym siedzeniu.
-Stój! Kto idzie? zawołał młody wartownik.
-Dajcie spokój żołnierzu! Jestem generał
Iksiński... – odzywa się szarża z tylnego siedzenia.
-A nalepka na samochodzie jest?
Nalepki nie było, a na domiar złego generałowi
było bardzo spieszno dostać się do środka. Sytuacja zrobiła się patowa, gdyż
żołnierz Maca okazał się być formalistą.
-Ale jak nalepki nie ma to, nie wpuszczę nikogo.
Co innego, gdyby nalepka była... – tłumaczy niewzruszenie generałowi. Ten
niemal posiniał z wściekłości. Zrezygnowany, machnął w końcu ręką i mówi do
szofera:
-Jako dowódca sztabu generalnego wydaję panu
służbowy rozkaz: niech pan wjeżdża! I zamknął okienko.
Wartownik Maca Stefan podchodzi do okienka, puka
w nie lufą kałasznikowa i zmieszany pyta:
-Panie generale. Ja przepraszam, ale tu nowy
jestem. To w takim razie, ja mam
zastrzelić pana czy kierowcę?
Jak amerykański oficer znajduje swe położenie na
mapie?
-Potrząsa drzewem i patrzy co się na jego mapie
poruszyło...
Nie zapominaj, że Armia zaoszczędziła kupę kasy na konstrukcji twojej broni...
Umarł szeregowy
Pularda. Nad grobem przemowę wygłasza major:
-Umarł nam
szeregowy Pularda. Dobry był z niego żołnierz, przełożonych swoich miłował,
mundur miał zawsze w porządku, guzika nigdy oberwanego nie miał, nie tak jak
wy, szeregowy Łaciak, co to na pogrzeb swego kolegi przychodzicie z wiszącym
guzikiem u rozporka, do raportu się jutro stawicie, wy ofermo jedna. Amen.
Podczas parady
przed generałem staje z zapytaniem młody szeregowy Malinowski.
-Panie
generale. Co by mi pan zrobił, gdybym powiedział, że jest pan idiotą?
-Posłałbym pana
do aresztu za niesubordynację!
- Panie generale,
a co by pan zrobił, gdybym MYŚLAŁ, że jest pan idiotą?
-No cóż
żołnierzu, z tym bym nie mógł wiele zdziałać...
-Panie
generale? Myślę, że jest pan idiotą...
Virtuti Militari zwykle dostaje najmniej doświadczony żołnierz w oddziale.
Do hoteliku
dotarł pewien marynarz, ale było już bardzo późno i wszystkie pokoje były już
zajęte. Albo poszuka pan gdzie indziej, albo pan weźmie sobie pokój już
zamieszkały. – mówi właściciel. – Kłopot w tym, że niemal wszystkie dwójki są
zajęte przez rodziny z dziećmi. Jest jedna dwójka na parterze, ale tam śpi
facet z lotnictwa. Pewnie by się nawet ucieszył, bo byście się kosztami podzielili
po połowie. Tylko że gość chrapie strasznie głośno! Aż były skargi od sąsiadów.
Tak, że nie wiem, czy by to panu odpowiadało...
Nie ma sprawy -
uśmiechnął się zmęczony przybysz. –Biorę.
Następnego
dnia, zszedł rano na śniadanie rześki jak skowronek.
I jak się
spało? spytał hotelarz
Jak nigdy! -
rozpromienił się marynarz. Właściciel nieco poweselał.
A sublokator
panu nie przeszkadzał chrapaniem? – spytał ostrożnie.
Ale gdzie tam
był po sekundzie cichutko jak trusia!
A jakim
sposobem? – spytał zaciekawiony właściciel.
-Jak wszedłem
do pokoju, to już był w wyrze i chrapał. No to położyłem moje rzeczy,
podszedłem i pocałowałem go w policzek. Potem wyszeptałem mu do ucha: Dobranoc,
śliczności ty moje! Po sekundzie facet stał na baczność pod ścianą i przez całą
noc mnie pilnował!
Wyskakuje z
samolotu komandos i che otworzyć spadochron, ale nie wie, jak.
Nagle spostrzega jakiegoś żołnierza, który leci w górę. Pyta więc:
Nagle spostrzega jakiegoś żołnierza, który leci w górę. Pyta więc:
-Nie wiesz jak
się to otwiera?
-Nie wiem,
jestem SAPEREM
!!!
"Purpurowe Serce" (amerykańska odznaka za rany na polu bitwy) oznacza, że byłeś wystarczająco cwany, żeby obmyślić jakiś plan, wystarczająco głupi, żeby go wypróbować i fartowny na tyle żeby przeżyć.
Trwa nabór do
wojsk specjalnych w tajnym obozie armii Jej Królewskiej Mości. Jest trzech
kandydatów: Anglik, Walijczyk i Irlandczyk. Wchodzi Anglik. Zadanie jest
następujące:
-Słuchajcie
kapralu. tam za rogiem jest namiot a w nim wasza rodzina. Macie ich wszystkich
zastrzelić... Odmaszerować. Anglik słysząc to odmawia wykonania rozkazu.
Odsyłają go do macierzystej jednostki.
To samo dzieje
się, gdy zadanie powtarzają do wykonania Walijczykowi.
Gdy to samo
rozkazano Irlandczykowi, ten puścił się biegiem we wskazanym kierunku. Po
chwili nie wierząc własnym uszom dowódcy słyszą krzyki kobiet i dzieci. Biegnę
do namiotu, a tam irlandzki kandydat na komandosa goni rodzinę z bagnetem w
ręku usiłując ich zadźgać.
-Co wy do
cholery wyprawiacie żołnierzu?
-A bo mi jakiś
skurczybyk załadował magazynek ślepakami!
Obok komandosa,
wolno opadającego na spadochronie, przelatuje jak kamień jego kolega i w
przelocie woła:
-Kurwa mać!
Spadachron mi się nie otworzył! Dobrze, że to tylko ćwiczenia...
Dzwoni telefon.
- Major Zaręba?
-Tak, słucham?
- Panie majorze! Straszny fiut z pana! Takich jak pan to się powinno...
- Kto to mówi?
– pyta wkurzony major.
- Wszyscy tak
mówią!!!
W czasie
manewrów NATO trzej dowódcy, Amerykanin, Niemiec i Polak przechwalają się,
jakich to odważnych komandosów mają w swych oddziałach. Amerykanin każe swojemu
podwładnemu wejść na 20 metrowy maszt, zasalutować, skoczyć śpiewając hymn
narodowy. Joe posłusznie wypełnia rozkaz. W czasie upadku łamie sobie obie
nogi.
Niemiec poleca
szczególnie odważnemu żołnierzowi aby ten wszedł jeszcze wyżej niż Amerykanin
po czym zeskoczył salutując i śpiewając hymn narodowy. Hans bez zmrużenia oka
wykonuje niebezpieczne zadanie. Przy upadku łamie sobie obie nogi i lewą rękę.
Polak mówi:
-To nic
panowie, patrzcie tylko na szeregowego Kowalskiego...
-Kowalski do
mnie!
Żołnierz
przybiega i melduje się.
-Kowalski,
wdrapiecie się na sam czubek tego masztu. Wyżej niż ten Amerykanin czy Niemiec
i zeskoczycie salutują i śpiewając „Jeszcze Polska nie zginęła. Odmaszerować!
Żołnierz ze
stoickim spokojem spogląda dowódcy w oczy i oświadcza grzecznie, acz stanowczo:
-Odpierdol się pan !
Dowódca z dumą
patrzy po swoich kolegach:
-Widzicie
panowie? TO JEST ODWAGA!
Porady
dla podwodniaków, którzy tęsknią za swą łodzią w cywilu:
(porada
starszych doświadczonych kolegów, którzy już tak nie cierpią)
-natychmiast
powtarzaj co ktokolwiek ktoś do ciebie powie
-śpij na półce
w garderobie. Drzwi wyjmij a zamontuj firankę. Dwa, trzy razy w ciągu nocy
niech twoja żona odsłania firankę, świeci latarką w oczy po czym niech mruknie:
„Sorry, pomyliłam koje”.
-co godzinę
odczytuj liczniki prądu i gazu
-dość często
wykrzykuj ile sił: „Pełne zanurzenie!” Wpadaj przy tym do kuchni zmiatając ręką
ze stołu wszystko co na nim jest. Potem opieprz rodzinę za brak gotowości do
zanurzenia.
-proś o
„pozwolenie wejścia” ilekroć chcesz wejść do kuchni
-nałóż na głowę
słuchawki stereofoniczne (ale ich nie podłączaj), stań przy piecyku i zamelduj
„piecyk obsadzony i w gotowości”. Stój tak przez 3 lub 4 godziny. Potem powiedz
(niekoniecznie do kogoś) „piecyk zabezpieczony”. Zdejmij słuchawki
-co parę dni
walnij się młotkiem w czoło aby zasymulować zderzenie z użebrowaniem łodzi
wykonującej niespodziewany manewr
-jak wchodzi
listonosz postaw wszystkich na baczność i odgwiżdż „generał poczmistrz na
pokładzie”
-zamaluj
przednią szybę w samochodzie na czarno. Wystaw żonę przez otwierany dach aby
wydawała ci rozkazy, którędy masz jechać. Uwaga: należy przejeżdżać przez
możliwie dużo kałuż.
-wynajmij ze 20
pijaczków z okolicy żeby zwalili ci się do domu o pierwszej w nocy i zacznijcie
gotować.
-przygotowuj
posiłki z opaską na oczach. Przy użyciu wszystkich przypraw, jakie masz pod
ręką albo bez żadnych. Potem zdejmuj opaskę i spożyj wszystko w ciągu 3 minut.
-co jakiś czas
wyłączaj w domu prąd po czym wybiegaj z okrzykiem: „Pali się! Pali się!”. Potem
włączaj prąd.
-kup 50 rolek
papieru toaletowego, po czym zamknij gdzieś 48 rolek. Dopilnuj, aby jedna z
rolek była stale mokra.
-pracuj w
otoczeniu 125 ludzi, których ani znasz, ani lubisz. którzy palą, chrapią jak
ciężarówa jadąca pod górę, i którzy używają sprośnego języka.
-pracuj w
cyklach 19 godzinnych. Śpij tylko przez 4 godziny aby twemu ciału było
obojętne, czy jest dzień czy noc.
-dwa razy
dziennie zablokuj sobie na godzinę drzwi do ubikacji.
-prysznic
wykonuj przy użyciu wody w dwóch butelkach po piwie (1 litr)
Poranek na okręcie podwodnym. Wszyscy na strasznym kacu. Kapitan pyta:
- Nawigator, gdzie my, do licha, jesteśmy?!
- Uuuu... eeee... [rzyga w kącie].
- Oficer wachtowy! Peryskop w górę i sprawdzić, co jest na horyzoncie!
Po dłuższej chwili mówi"
- Statek pod banderą liberyjską na lewej burcie, odległość 8 mil.
- Pierwszy aparat torpedowy... PAL! Radiotelegrafista! Kiedy ta łajba będzie nadawała komunikat S.O.S., spiszcie współrzędne! I żeby mi to było ostatni raz!..
Na szkoleniu pada pytanie:
-Co jest najważniejsze w czołgu?
- Działo - mówi żołnierz.
- Nie, najważniejszy jest pancerz - rzuca drugi.
- Radiostacja jest najważniejsza - krzyczy trzeci.
- Bzdura! głupoty gadacie! Zapamiętajcie! Najważniejsze w czołgu, to nie pierdzieć!
Na komisji poborowej
- Zawód ojca?
- Ojciec nie żyje.
- Ale kim był?
- Gruźlikiem.
- Ale co robił?!!
- Kaszlał.
- Ale z czego żył? Z kaszlenia się przecież nie żyje.
- No to przecież mówię, że nie żyje...
Poranek na okręcie podwodnym. Wszyscy na strasznym kacu. Kapitan pyta:
- Nawigator, gdzie my, do licha, jesteśmy?!
- Uuuu... eeee... [rzyga w kącie].
- Oficer wachtowy! Peryskop w górę i sprawdzić, co jest na horyzoncie!
Po dłuższej chwili mówi"
- Statek pod banderą liberyjską na lewej burcie, odległość 8 mil.
- Pierwszy aparat torpedowy... PAL! Radiotelegrafista! Kiedy ta łajba będzie nadawała komunikat S.O.S., spiszcie współrzędne! I żeby mi to było ostatni raz!..
Na szkoleniu pada pytanie:
-Co jest najważniejsze w czołgu?
- Działo - mówi żołnierz.
- Nie, najważniejszy jest pancerz - rzuca drugi.
- Radiostacja jest najważniejsza - krzyczy trzeci.
- Bzdura! głupoty gadacie! Zapamiętajcie! Najważniejsze w czołgu, to nie pierdzieć!
Na komisji poborowej
- Zawód ojca?
- Ojciec nie żyje.
- Ale kim był?
- Gruźlikiem.
- Ale co robił?!!
- Kaszlał.
- Ale z czego żył? Z kaszlenia się przecież nie żyje.
- No to przecież mówię, że nie żyje...
Kapral szkoli szeregowców:
- Woda wrze w temperaturze 90 stopni.
- Ale uczono w szkole, że woda wrze w temperaturze stu stopni!
- Niemożliwe! - mówi kapral sprawdzając coś w notesie.
- Tak, macie racje szeregowy. Woda wrze w temperaturze 100 stopni, a 90 stopni to kąt prosty!
- Woda wrze w temperaturze 90 stopni.
- Ale uczono w szkole, że woda wrze w temperaturze stu stopni!
- Niemożliwe! - mówi kapral sprawdzając coś w notesie.
- Tak, macie racje szeregowy. Woda wrze w temperaturze 100 stopni, a 90 stopni to kąt prosty!
- Panie
kapitanie, przyniosłem wniosek o przepustkę!
- Wstaw do lodówki…
- Wstaw do lodówki…
Na szkoleniu pada pytanie, co to jest "czasoprzestrzeń. Sierżant odpowiada:
-Podam przykład: Czasoprzestrzeń jest padnie rozkaz:
- Macie kopać rów od tego drzewa do godziny czternastej...
Wnusio wysyła babci paczkę z wojska. Babcia otwiera paczkę, patrzy - granat, a obok list...
"Kochana babciu, jak pociągniesz za kółeczko, dostanę trzy dni przepustki."
(wiem, wiem, powinno być w humorze czarnym...)
Co powinien zrobić żołnierz, będąc w składzie amunicji, kiedy wybuchnie pożar?
- Powinien wylecieć w powietrze!
(ten też, wiem...)
Są tylko dwa rozmiary mundurów i butów wojskowych:
za małe i za duże.
Saper myli się dwa razy w życiu.
Pierwszy raz gdy zostaje saperem...
Trwa szkolenie p-chem. Kapral daje komendę:
- Maski założyć!
- Maski zdjąć...
- Maski założyć!
- Maski zdjąć...
- Szeregowy Kowalski, dlaczego nie zdjęliście maski?
- Zdjąłem, obywatelu kapralu!
- Ale morda...
Komisja poborowa. Chłopak z trudem odczytuje z tablicy największą literę. Lekarz klasyfikuje:
"Zdolny do walki z czołgami".
Na przeglądzie
major obsztorcowuje biednego szeregowca za wygląd butów:
-To mają niby
być wyczyszczone buty!?!
- Żołnierzowi
buty się powinny błyszczeć jak psu jajca! – Po czym z dumą spogląda w dół i
dodaje:
-... albo jak moje!
-... albo jak moje!
O
Sztyrlicu
Dzisiejsze
młode pokolenie być może nie wie, któż to taki ten Obersturmführer Max Otto von Stirlitz. No
cóż, zacznijmy od mniej więcej początku:
Pułkownik Maksym Maksymowicz Isajew, bardziej znany jako Obersturmführer Stirlitz to Bohater Związku Sowieckiego, głęboko zakamuflowany w samym Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa III Rzeszy. Przeniknął do wyższego dowództwa wywiadu SS i realizował tam przez siedemnaście tytułowych dni pewną delikatną misję. Był Stirlitz bohaterem serialu „Siedemnaście mgnień wiosny”, którym przez lata katowano polskich telewidzów, na przemian ze „Stawką większą niż życie. Miał ów serial niezapomnianą, dość nachalną narrację. Bardzo często lektor w swej narracji stosował manewr czytania myśli pokazywanych postaci. Oczywiście, stało się to kanwą bardzo wielu dowcipów bazujących na tym, o czym myślał ten czy ów. Przeważnie sam Stirlitz. Czasem jego główny przeciwnik Müller. Nota bene, Sowieci nakręcili „17 mgnień” pozazdrościwszy sukcesu polskiemu serialowi, tj. „Stawce”. Odtwórcą głównej roli w serialu był nieżyjący już przystojniak Wiaczesław Tichonow, aktor sowiecki. Szkoda, że nie doszło do starcia Janka Kosa z Isajewem :-(
Pułkownik Maksym Maksymowicz Isajew, bardziej znany jako Obersturmführer Stirlitz to Bohater Związku Sowieckiego, głęboko zakamuflowany w samym Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa III Rzeszy. Przeniknął do wyższego dowództwa wywiadu SS i realizował tam przez siedemnaście tytułowych dni pewną delikatną misję. Był Stirlitz bohaterem serialu „Siedemnaście mgnień wiosny”, którym przez lata katowano polskich telewidzów, na przemian ze „Stawką większą niż życie. Miał ów serial niezapomnianą, dość nachalną narrację. Bardzo często lektor w swej narracji stosował manewr czytania myśli pokazywanych postaci. Oczywiście, stało się to kanwą bardzo wielu dowcipów bazujących na tym, o czym myślał ten czy ów. Przeważnie sam Stirlitz. Czasem jego główny przeciwnik Müller. Nota bene, Sowieci nakręcili „17 mgnień” pozazdrościwszy sukcesu polskiemu serialowi, tj. „Stawce”. Odtwórcą głównej roli w serialu był nieżyjący już przystojniak Wiaczesław Tichonow, aktor sowiecki. Szkoda, że nie doszło do starcia Janka Kosa z Isajewem :-(
Muszę
przyznać, że dowcipy o Sztyrlicu mają w mym sercu specjalne miejsce. Dlatego
poświęciłem im osobny podrozdział. Wiele z nich jest tak przewrotnych,
absurdalnych, często błyskotliwych lingwistycznie lub zaskakujących, że człowiek
się chichra przez długi czas potem. A bywa, że się takie coś przypomni w jakimś bardzo poważnym momencie i wpadka gotowa. Domyślam się że względu na swe silne
osadzenie w polszczyźnie, wiele z tych językowo błyskotliwych czy wręcz
genialnych dowcipów (głównie przez dwuznaczności i skojarzenia fonetyczne) jest praktycznie nieprzetłumaczalna na inne języki. Bywa. Zapraszam do lektury. Nie chwaląc się, jest to jedna z najpełniejszych kolekcja dowcipów o nim.
Podczas
tankowania samochodu na stacji benzynowej, Stirlitzowi zachciało się zapalić.
Włożył do ust papierosa i już miał przypalić, kiedy nagle usłyszał głos
policjanta:
– Zwariowałeś człowieku? Chcesz nas wszystkich puścić z dymem, idioto?
To wtedy Stirlitz znienawidził reżim i stał się antyfaszystą.
– Zwariowałeś człowieku? Chcesz nas wszystkich puścić z dymem, idioto?
To wtedy Stirlitz znienawidził reżim i stał się antyfaszystą.
Obersturmführer
Stirlitz
szedł sobie przez park. Patrzy: drzewo. W drzewie: dziupla. W
dziupli: para oczu.
„Na pewno
dzięcioł” – pomyślał Obersturmführer Stirlitz
„Sam jesteś
dzięcioł” – pomyślał podpułkownik Mueller.
(uwielbiam ten kawał :D )
Obersturmführer
Sztyrlic wszedł do kawiarni „Elefant”.
- To Sztyrlic.
Zaraz będzie zadyma - powiedział jeden z siedzących przy stole. Stirlitz wypił
kawę i wyszedł.
- Nie - odpowiedział drugi. - To nie on.
- Jak to nie!? To Sztyrlic!!! - krzyknął trzeci. Zaczęła się zadyma...
- Nie - odpowiedział drugi. - To nie on.
- Jak to nie!? To Sztyrlic!!! - krzyknął trzeci. Zaczęła się zadyma...
Klos i Stirlitz
uciekają przed Niemcami. Wpadają w ciemną uliczkę, z której nie ma wyjścia.
Klos zdążył się schować do śmietnika a Stirlitza złapali Niemcy. Kiedy go
prowadzili i przechodzili obok śmietnika, Stirlitz kopnął śmietnik i
powiedział:
- Klos, wyłaź. Złapali nas!
- Klos, wyłaź. Złapali nas!
Stirlitz stanął
na swoim. Była to ulubiona tortura Bormanna.
(uwielbiam ten kawał :D )
Stirlitz szedł
ulicami Berlina w radzieckim mundurze. Obok przemknęli SS-mani na motocyklach.
„Rockersi"
-pomyślał Stirlitz.
„Jakiś punk"
pomyśleli motocykliści…
Stirlitz z
Müllerem poszli popływać. Stirlitz zdjął mundur, a pod mundurem miał czerwony
podkoszulek z sierpem i młotem.
Müller zapytał:
- Skąd macie taką koszulkę, Stirlitz?
- Aaa, to żona mi podarowała, z okazji Dnia Czerwonoarmisty - odpowiedział Stirlitz i pomyślał: - "Czy aby nie powiedziałem za dużo?"…
Müller zapytał:
- Skąd macie taką koszulkę, Stirlitz?
- Aaa, to żona mi podarowała, z okazji Dnia Czerwonoarmisty - odpowiedział Stirlitz i pomyślał: - "Czy aby nie powiedziałem za dużo?"…
- Stirlitz
jakiego koloru mam majtki? - spytał Müller.
- Czerwone w białe grochy.
- Wpadliście Stirlitz, o tym wiedziała tylko rosyjska pianistka!
- Proszę zapiąć rozporek, szefie, inaczej będą o tym wiedzieć wszyscy.
- Czerwone w białe grochy.
- Wpadliście Stirlitz, o tym wiedziała tylko rosyjska pianistka!
- Proszę zapiąć rozporek, szefie, inaczej będą o tym wiedzieć wszyscy.
Idzie Stirlitz w przez las w ciemną, bezksiężycową noc...
„Kaczyńscy tu
byli” - pomyślał.
(Wyjaśniać? ;-)
„Stołówka
Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Mueller, Himmler i Bormann cierpliwie stoją w
kolejce. Obersturmführer Stirlitz wchodzi i obiad dostaje od ręki. Mueller,
Himmler i Bormann patrzą osłupiali. Nie wiedzą, że kobiety ciężarne i
Bohaterowie Związku Radzieckiego obsługiwani są poza kolejnością.”
...Stirlitzowi
po raz kolejny zawiesiła się Enigma.
- "bug" - pomyślał Stirlitz.
- "Stirlitz" - pomyślał Bóg.
- "*%#^&!*$@_" - pomyślała Enigma...
- "bug" - pomyślał Stirlitz.
- "Stirlitz" - pomyślał Bóg.
- "*%#^&!*$@_" - pomyślała Enigma...
Standartenführer Stirlitz szedł nocą ulicami Berlina. Nagle z lewej... z prawej... z tyłu... z
przodu rozległy się ogłuszające wybuchy.
"Dolby
surround" - pomyślał z uznaniem Stirlitz.
- Stirlitz, co
jest lepsze radio czy gazeta? - zapytał podejrzliwie Müller.
- Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz.
- Gazeta, w radio nie zawiniesz śledzia - odparł spokojnie Stirlitz.
Standartenführer Stirlitz wpadł do przyciemnionego gabinetu. Rozejrzał się wokoło, ale niczego podejrzanego nie zauważył.
Za zasłoną, podejrzany Nietzsche wstrzymał oddech...
Podpułkownik Müller wiedział, że Rosjanie, zamieszawszy cukier, zostawiają łyżkę w szklance z herbatą. Chcąc sprawdzić Stirlitza, zaprosił go na herbatę. Standartenführer Sztyrlic wsypał cukier do szklanki, zamieszał, wyjął łyżeczkę, położył ją na spodeczku, po czym pokazał Müllerowi język.
Podpułkownik
Müller sprężystym krokiem wkroczył do gabinetu Stirlitza. Od razu rzucił mu się
w oczy ogrom pustych butelek po mocnych alkoholach. Na łożu w towarzystwie
trzech śpiących kobiet, leżał pijany Stirlitz. Müller podszedł do stołu. Tam w
kałużach rozlanej wódki zmieszanej z popiołem od papierosów, leżała depesza w
języku rosyjskim: „Zadanie wykonane! Spocznij!”
„Spóźniłem się” - pomyślał podpułkownik Müller.
Stirlitz
zobaczył jak banda wyrostków pompuje kota benzyną. Kot wyrwał się, przebiegł
kilka metrów i upadł.
„Benzyna się skończyła” - pomyślał Stirlitz.
„Benzyna się skończyła” - pomyślał Stirlitz.
Usłyszawszy, że jest nowe hasło, Stirlitz ze zdenerwowania zgryzł wargę. Juan Antonio Varga, frankistowski rezydent wywiadu w Szwajcarii, osunął się martwy na dywan...
Podczas
uroczystej akademii z okazji fuhrera dostarczono Stirlitzowi depeszę.
"Stirlitz, jesteście zwykła dupa!" - mogły odczytać zbyt ciekawe
oczy. Ale tylko Obersturmführer Sztyrlic wiedział, że właśnie tego dnia
otrzymał tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.
Stirlitz
otrzymał telegram: "Jeśli nie zapłacicie za energię
elektryczną, wyłączymy wam radiostację".
Sztyrlic
wypoczywa w swoim tajnym mieszkaniu. Nagle wazon z kwiatami spada z parapetu i
rozbija Sztyrlicowi głowę. To tajny sygnał - znak, że jego żona właśnie powiła
syna. Obersturmführer Sztyrlic ukradkiem ociera ojcowskie łzy. Tęskni. Od
siedmiu lat nie był w domu.
Stirlitz
pozostawił w Związku Radzieckim żonę, ale pisuje do niej listy. Na wszelki
wypadek pisze lewą ręką i po fracusku. Na wszelki wypadek ich nie wysyła…
Obersturmführer
Sztyrlic zamyślił się. Spodobało mu się to, więc zamyślił się jeszcze raz.
Stirlitz, spacerując
nad brzegiem jeziora, ujrzał ludzi z wędkami.
”Wędkarze” - pomyślał Stirlitz.
”Pułkownik Isajew”- pomyśleli wędkarze.
”Wędkarze” - pomyślał Stirlitz.
”Pułkownik Isajew”- pomyśleli wędkarze.
Stirlitz,
Müller i Kaltenbruner grali w karty. Stirlitzowi karta nie szła, ale umiał
robić dobrą minę do złej gry. Gdy tylko odszedł się wysikać, mina zadziałała...
Hitler dzwoni
do Stalina:
- Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
- Zaraz wyjaśnię.
Stalin dzwoni do Stirlitza:
- Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
- Tak jest, towarzyszu Stalin.
- Odłóżcie je natychmiast! Ludzie się denerwują!
- Czy wasi ludzie nie brali z mojego sejfu tajnych dokumentów?
- Zaraz wyjaśnię.
Stalin dzwoni do Stirlitza:
- Isajew, braliście z sejfu Hitlera tajne dokumenty?
- Tak jest, towarzyszu Stalin.
- Odłóżcie je natychmiast! Ludzie się denerwują!
-Barbara!
Zaparz mi kawy! - powiedział Stirlitz do młodej SS-manki eskortującej Kathe.
-Nie ma kawy,
może być mocna herbata? - zapytała Barbara.
„Nasi coraz
bliżej" - pomyślał Stirlitz.
Obersturmführer
Sztyrlic szedł ulicami Berlina, coś jednak zdradzało w nim szpiega: może
czapka-uszanka, może walonki, a może ciągnący się za nim spadochron?
Hitler i
Bormann stoją przed mapą i planują ważną akcję. Wchodzi Standartenführer Sztyrlic z
pomarańczami, wyciąga aparat fotograficzny, robi zdjęcia mapy i wychodzi.
Hitler zdziwiony pyta Bormanna:
- Kto to był?
- Stirlitz, radziecki szpieg.
- Czemu go nie aresztujesz?
- Nie ma sensu. Znów się wykręci. Powie, że przyniósł pomarańcze.
- Kto to był?
- Stirlitz, radziecki szpieg.
- Czemu go nie aresztujesz?
- Nie ma sensu. Znów się wykręci. Powie, że przyniósł pomarańcze.
Stirlitz
ustalił spotkanie z łącznikiem z centrali w Cafe Elefant w Berlinie. W umówiony
dzień niedbałym krokiem wszedł do lokalu, zasiadł przy stoliku i zamówił wódkę.
– Nie ma wódki – odpowiedział kelner.
– W takim razie poproszę wino – ponowił Stirlitz.
– Wina też nie ma.
– A piwo jest? – zapytał podejrzliwie Stirlitz.
– Piwa niestety też nie ma – odparł skonsternowany kelner.
„Widocznie łącznik z Moskwy przybył dzień wcześniej” – domyślił się Stirlitz.
– Nie ma wódki – odpowiedział kelner.
– W takim razie poproszę wino – ponowił Stirlitz.
– Wina też nie ma.
– A piwo jest? – zapytał podejrzliwie Stirlitz.
– Piwa niestety też nie ma – odparł skonsternowany kelner.
„Widocznie łącznik z Moskwy przybył dzień wcześniej” – domyślił się Stirlitz.
Do gabinetu
Bormanna wchodzi nieznajomy. Staje przed biurkiem i patrząc prosto w oczy
Bormanna, wykonuje dziwne gesty. W końcu mówi:
– Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
Bormann patrzy na przybysza z wyraźnym niesmakiem.
– Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej! – odpowiada.
– Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
Bormann patrzy na przybysza z wyraźnym niesmakiem.
– Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej! – odpowiada.
– Stirlitz, ile
jest dwa razy dwa? – zapytał Müller.
Stirlitz wiedział. Wiedział również, że Müller też wie, ale nie wiedział, czy Centrala wiedziała… Więc musiał milczeć.
Stirlitz wiedział. Wiedział również, że Müller też wie, ale nie wiedział, czy Centrala wiedziała… Więc musiał milczeć.
Stirlitz był
pijany. Siedział przy stole w radzieckim mundurze,
w spiczastej czapce „budionnówce” i w ciepłych walonkach. Na stole stała
butelka wódki, leżał kawał słoniny i kiszone ogórki. Stirlitz śpiewał
rosyjskie pieśni. Naprzeciwko, z opuszczoną głową, siedział podpułkownik Müller
i w zamyśleniu spoglądał na Stirlitza. Tego dnia Stirlitz był bliski
dekonspiracji, jak jeszcze nigdy przedtem...
Sztyrlic
wyszedł ze swojego gabinetu trzaskając drzwiami... Szedł zdecydowany w kierunku
pokoju Kalterbrunera...
- Heil... Panie gruppenfuhrer... - regulaminowo zasalutował po wejściu do środka... - Jestem sowieckim szpiegiem i pracuję dla Moskwy...
- Ech... Sztyrlic... Sztyrlic... - Kalterbruner potarł ręką czoło - szutnik z was... szutnik... nalejcie sobie kieliszek Stolicznej... nie tylko wy tęsknicie za ojczyzną...
Sztyrlic wyszedł trzaskając drzwiami, musiał powiadomić Centralę, że faszyści to bezduszne świnie...
- Heil... Panie gruppenfuhrer... - regulaminowo zasalutował po wejściu do środka... - Jestem sowieckim szpiegiem i pracuję dla Moskwy...
- Ech... Sztyrlic... Sztyrlic... - Kalterbruner potarł ręką czoło - szutnik z was... szutnik... nalejcie sobie kieliszek Stolicznej... nie tylko wy tęsknicie za ojczyzną...
Sztyrlic wyszedł trzaskając drzwiami, musiał powiadomić Centralę, że faszyści to bezduszne świnie...
(ros. - kawalarz, żartowniś)
Stirlitz podszedł do okna i wysmarkał się w firankę. Nie był to żaden tajny sygnał, po prostu chciał się przez chwilę poczuć pułkownikiem Isajewem.
Stirlitz
podszedł do szafy i nacisnął guzik – szafa odsunęła się od ściany ukazując
ukryte przejście. Nacisnął ponownie – i szafa przysunęła się z powrotem.
„Ukryte przejście!” – zrozumiał Stirlitz po chwili namysłu.
„Ukryte przejście!” – zrozumiał Stirlitz po chwili namysłu.
Stirlitz
chodził przez cały dzień z rozpiętym rozporkiem, z którego wystawały czerwone
gacie. W ten oto sposób Stirlitz obchodził święto 1 Maja.
Gestapo zastawiło pułapkę na Stirlitza. Obstawili wszystkie wyjścia z lokalu. Stirlitz przechytrzył ich jednak. Uciekł wejściem.
Stirlitz był wrednym tłustym kurduplem, ale
udało mu się wszystko to zwalić na Bormanna.
Naprzeciw
Stirlitza szły trzy ostro umalowane kobiety (rasy aryjskiej).
”Kurwy” - pomyślał Obersturmführer Stirlitz.
”Pułkownik Isajew” - pomyślały prostytutki.
”Kurwy” - pomyślał Obersturmführer Stirlitz.
”Pułkownik Isajew” - pomyślały prostytutki.
Stirlitz
spojrzał przez okno. Poraził go niezwykły blask.
„Ocho, osiemnaste mgnienie wiosny” - pomyślał.
„Ocho, osiemnaste mgnienie wiosny” - pomyślał.
Idzie sobie Stirlitz poboczem drogi. Nagle minął go samochód Bormanna. Idzie Stirlitz dalej. Po pewnym czasie znowu minął go samochód Bormanna. Stirlitz idzie dalej przed siebie. Znów minął go samochód Bormanna.
Standartenführer Sztyrlic ukradkiem karmił niemieckie dzieci.
Od ukradka dzieci puchły i umierały...
(uwielbiam ten kawał :D )
Stirlitz idąc korytarzem zobaczył na jego końcu podstawę logarytmu naturalnego.
„e tam” - pomyślał Stirlitz.
Sztyrlic gnał
swoim 600-konnym Mercedesem do Berlina. Obok niego pędzili SS-mani na
motocyklach.
”Paparazzi”- pomyślał Obersturmführer Stirlitz.
”Paparazzi”- pomyślał Obersturmführer Stirlitz.
(to nawiązanie -czarny humor- do okoliczności śmierci śp. księżny Diany, którą w tunelu na motocyklach ścigali paparazzi doprowadzając do wypadku, w którym Królowa Serc" tragicznie zginęła)
Stirlitz z troską patrzył w ślad za swoim łącznikiem, przedzierającym się na nartach przez granicę.
„Czeka go piekielnie trudne zadanie” – pomyślał.
Lipiec 1944 roku dobiegał końca…
Bormann wsiadł do mercedesa prowadzonego przez Stirlitza. Stirlitz dał gazu. Borman ścisnął nos i wyskoczył z mercedesa.
- No i co, Stirlitz? Poznajecie te rękawiczki? -
triumfalnie spytał Müller. Stirlitz poznał rękawiczki. Poznałby je natychmiast
spośród tysięcy innych. Były zrobione ze skóry zdartej z pastora Schlaga.
Obersturmführer
Stirlitz wszedł do toalety. Załatwił się, podtarł i spuścił wodę.
Szyfrogram dotarł do centrali…
„Ależ on ma
paskudny ryj i do tego uśmiecha się od ucha do ucha, jak dureń” -pomyślał
Bormann, spoglądając na Stirlitza. „Zaraz jak mu dam po tej wrednej mordzie...”
„A ja się tymczasem tobie odwinę” – pomyślał Stirlitz, dalej się uśmiechając.
„A ja na końcu cię tak walnę, że padniesz jak długi” – ze złością pomyślał Bormann.
„A ja się zasłonię i skontruję w odpowiedzi” – pomyślał Stirlitz.
„A...” – mimowolnie pomyślał Bormmann.
„Be – automatycznie pomyślał Stirlitz.
„Ale ich tam szkolą, w tej Moskwie” – z uznaniem pomyślał Bormann.
„A coś ty myślał!” – pomyślał Stirlitz.
„A ja się tymczasem tobie odwinę” – pomyślał Stirlitz, dalej się uśmiechając.
„A ja na końcu cię tak walnę, że padniesz jak długi” – ze złością pomyślał Bormann.
„A ja się zasłonię i skontruję w odpowiedzi” – pomyślał Stirlitz.
„A...” – mimowolnie pomyślał Bormmann.
„Be – automatycznie pomyślał Stirlitz.
„Ale ich tam szkolą, w tej Moskwie” – z uznaniem pomyślał Bormann.
„A coś ty myślał!” – pomyślał Stirlitz.
(uwielbiam ten kawał :D )
Stirlitzowi
wpadło coś do głowy. "Widocznie za dużo wiedziałem" - pomyślał
Obersturmführer Stirlitz. Tym czymś był pocisk z mauzera…
W kawiarni
„Elefant" Sztyrlic miał się spotkać z łącznikiem. Nie ustalono niestety
żadnego znaku rozpoznawczego.
Na szczęście, łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.
Na szczęście, łącznikowi zwisały spod marynarki szelki spadochronu.
W poniedziałek
Stirlitza wyprowadzono z celi,
aby go rozstrzelać.
„Taaak, ciężko zaczyna się ten tydzień” – pomyślał Stirlitz.
„Taaak, ciężko zaczyna się ten tydzień” – pomyślał Stirlitz.
Misie powróciły
do domu.
– Ktoś zjadł kaszę z mojej miseczki – powiedział Tata Miś.
– Ktoś siedział na moim krzesełku – rzekła Mama Miś.
– Ktoś śpi w moim łóżeczku! – zapłakał Mały Miś.
„Co za idiota znowu pomylił miejsce zrzutu?” – gorączkowo myślał w tym samym czasie Stirlitz, zasłaniając się kołdrą.
– Ktoś zjadł kaszę z mojej miseczki – powiedział Tata Miś.
– Ktoś siedział na moim krzesełku – rzekła Mama Miś.
– Ktoś śpi w moim łóżeczku! – zapłakał Mały Miś.
„Co za idiota znowu pomylił miejsce zrzutu?” – gorączkowo myślał w tym samym czasie Stirlitz, zasłaniając się kołdrą.
Obersturmführer
Sztyrlic poszedł do lasu, ale ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet
opieniek nie było.
”Pewnie nie sezon” - pomyślał Stirlitz siadając w zaspie.
”Pewnie nie sezon” - pomyślał Stirlitz siadając w zaspie.
Stirlitz
spacerował po lesie. Podszedł do rozłożystego dębu i zerwawszy z niego
największą kwitnącą gałązkę złupał z niej korę. Było niestety za późno. Wysłany
przez Centralę nowy radiotelegrafista Siergiej już nie oddychał...
Stirlitz
poszedł do łazienki, otworzył drzwi. Nagle zapaliło się światło.
"To
zasadzka!" - pomyślał Stirlitz. Nie wiedział, że omyłkowo otworzył
lodówkę…
Tej nocy Sztyrlic obudził się koło drugiej.
„Pierwsza też
była niezła” – pomyślał Obersturmführer.
(uwielbiam ten kawał :D )
Stirlitz gra na
fortepianie na cztery ręce, razem ze starą kobietą.
– Ech, gdybym potrafił tak, jak Gefreiter Kania... – pomyślał Stirlitz.
– Ech, gdybym potrafił tak, jak Gefreiter Kania... – pomyślał Stirlitz.
(Kania to postać z filmu „CK Dezerterzy”, grana przez M. Kondrata. W początkowych scenach, Gefreiter Kania odbywa stosunek ze swoją dziewczyną Mitzi, która siedzi na nim i dla niepoznaki gra na fortepianie (w trochę nierównym tempie ;), podczas gdy w pokoju obok jej rodzina niczego się nie domyśla)
Stirlitz
wchodzi do sklepu. Zobaczył cebulę.
„Cebula” – pomyślał Stirlitz.
„Następny głupi kawał o Stirlitzu” – pomyślała cebula.
„Cebula” – pomyślał Stirlitz.
„Następny głupi kawał o Stirlitzu” – pomyślała cebula.
- Stirlitz, mam
dwie wiadomości: złą i bardzo złą - powiedział Mueller. - Od której zacząć?
- Od złej.
- Radziecka radiotelegrafistka wszystko powiedziała.
- A ta bardzo zła?
- Nie nam powiedziała, tylko waszej żonie.
- Od złej.
- Radziecka radiotelegrafistka wszystko powiedziała.
- A ta bardzo zła?
- Nie nam powiedziała, tylko waszej żonie.
”Kaczki...” -
pomyślał Stirlitz.
„Stirlitz...” -
pomyślały kaczki.
Himmler capnął
Stirlitza podczas robienia zdjęć planom wojennym.
– Stirlitz, wiem że jesteście Rosjaninem...
– Wcale nie! To Bormann wymyślił, oszust jeden, bliadź, sabaka w paszczu jebana, job w żopu jewo mać!
I w ten sposób, przez Bormanna, o mało nie doszło do dekonspiracji Isajewa…
– Stirlitz, wiem że jesteście Rosjaninem...
– Wcale nie! To Bormann wymyślił, oszust jeden, bliadź, sabaka w paszczu jebana, job w żopu jewo mać!
I w ten sposób, przez Bormanna, o mało nie doszło do dekonspiracji Isajewa…
Müller postawił
przed Stirlitzem 10 litrów wódki.
„Wpadłem” - pomyślał Stirlitz.
„Wpadłem” - pomyślał Stirlitz.
– Jesteś
impotentem! - powiedziała Kathe do Stirlitza.
„No, nareszcie
powiadomili mnie o awansie” - pomyślał Stirlitz.
Martha zniecierpliwiona zapukała do drzwi łazienki.
-Stirlitz, długo jeszcze? Mamy dziś wieczorem iść raut u Führera.
Stirlitz zacisnął zęby.
-Dzisiaj chyba nie mogę. Mam jeszcze kupę rzeczy do zrobienia. - dobiegło zza drzwi.
-Dobrze. Więc pójdę z Bormannem. -rzekła nadąsana.
=W porządku. -powiedział z ulgą Obersturmführer.
Zrobił kupę. Spuścił wodę. Przesyłka znalazła się w centrali już po dwóch dniach roboczych.
Müller zaglądając do pokoju Stirlitza zapytał:
- Coś dla pana kupić?
- Och, to co zwykle: pasztet z gęsich wątróbek i butelkę czerwonego wina.Müller kupił Stirlitzowi to co zwykle: kawałek słoniny, cebulę i pół litra wódki.
- Coś dla pana kupić?
- Och, to co zwykle: pasztet z gęsich wątróbek i butelkę czerwonego wina.Müller kupił Stirlitzowi to co zwykle: kawałek słoniny, cebulę i pół litra wódki.
Przed sklepem kłębił się tłum. Hilda nie widząc innego wyjścia, stanęła na końcu. Stirlitz zawył.
Gdy Sztyrlic
szedł korytarzem, oczom jego ukazało się ogłoszenie o czynie społecznym.
”Wpadłem” - pomyślał. Skierował się w kierunku gabinetu podpułkownika Müllera.
- Tak! Jestem sowieckim agentem! – powiedział.
- Dobra, dobra Stirlitz... Odmaszerować! Gratuluję poczucia humoru!
Po chwili Müller wykręcił numer Kaltenbrunerra.
- Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - rzekł ze śmiechem - żeby się wykręcić od roboty...
”Wpadłem” - pomyślał. Skierował się w kierunku gabinetu podpułkownika Müllera.
- Tak! Jestem sowieckim agentem! – powiedział.
- Dobra, dobra Stirlitz... Odmaszerować! Gratuluję poczucia humoru!
Po chwili Müller wykręcił numer Kaltenbrunerra.
- Czego to nie wymyśli nasz poczciwy Stirlitz - rzekł ze śmiechem - żeby się wykręcić od roboty...
Stirlitz jechał
nocą swoim służbowym czarnym Mercedesem. W pewnym momencie zobaczył w światłach
reflektorów Kaltenbrunnera, dającego rozpaczliwe znaki na poboczu drogi.
Stirlitz z kamienna twarzą pojechał dalej. Nie minęło pół godziny, a Stirlitz
znowu zobaczył Kaltenbrunnera stojącego obok drogi i rozpaczliwie wymachującego
rękami. Stirlitz udał, że nie widzi, i pojechał dalej. Znowu minęło pół godziny
i Stirlitz znowu ujrzał Kaltenbrunnera, stojącego na poboczu i wzywającego
pomocy.
Ta prosta obserwacja ostatecznie utwierdziła Stirlitza w przekonaniu, że
poruszał się obwodnicą berlińską.
„No, jeśli
dalej pogna w tym tempie, to w Zurychu będzie raz dwa” - pomyślał Stirlitz
obserwując swojego kuriera oddalającego się z lawiną.
Stirlitz rano,
podczas golenia, spogląda w swoje odbicie w lustrze.
„Stirlitz” – pomyślał Stirlitz.
„Stirlitz” – pomyślało lustro.
„Stirlitz” – pomyślał Stirlitz.
„Stirlitz” – pomyślało lustro.
Krzyk rodzącej
Kathe było słychać na cały Berlin.
„Nena śpiewa
"99 balonów" – pomyślał Stirlitz.
-Wyjdziesz za mnie? -spytała Kathe ze łzami w oczach. Stirlitz nie wahał się ani chwili. Natychmiast za nią wyszedł.
Zaczynając swą dziejową misję Stirlitz został latem 1941 r zrzucony z samolotu na odludnych przedmieściach Berlina. Wg planu miał wylądować spadochronem na skraju lasu. Z pobliskich krzaków zabrać rower i dojechać do Sztabu Generalnego Rzeszy. Gdy zapaliła się zielona lampka, Stirlitz wyskoczył z samolotu. Niestety, jego plecak spadochroniarza okazał się być napchany kartofami.
"No, jak się jeszcze okaże, że roweru nie będzie..." -pomyślał poirytowany Stirlitz.
Obersturmführer
Sztyrlic wchodzi do gabinetu podpułkownika Müllera:
- Nie chciałby pan pracować dla radzieckiego wywiadu? - pyta. - Nieźle płacą.
Zszokowany Müller patrzy podejrzliwie. Sztyrlic zmieszany idzie do drzwi. Przystaje:
- Nie ma pan przypadkiem aspiryny? - pyta. Wie, że ludzie zapamiętują tylko koniec rozmowy.
- Nie chciałby pan pracować dla radzieckiego wywiadu? - pyta. - Nieźle płacą.
Zszokowany Müller patrzy podejrzliwie. Sztyrlic zmieszany idzie do drzwi. Przystaje:
- Nie ma pan przypadkiem aspiryny? - pyta. Wie, że ludzie zapamiętują tylko koniec rozmowy.
Szybkościomierz
Mercedesa Bormanna pokazywał 120 km/h. Obok szedł Stirlitz, udając, że nigdzie
się nie śpieszy...
Obersturmführer Sztyrlic spacerował po dachu kancelarii Rzeszy. Nagle
poślizgnął się, i przewrócił. Zaczął spadać i byłby się niechybnie zabił gdyby
cudem nie zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości.
Następnego dnia cud posiniał i obrzękł.
(uwielbiam ten kawał :D )
Każdy agent
wpada. Stirlitz znalazł swój koniec w katowni Gestapo.
„Widocznie
torturowali tutaj także Kathe" - pomyślał Obersturmführer Stirlitz.
Müller, wglądając przez okno, ujrzał podążającego gdzieś
Stirlitza.
„Dokąd on idzie?” - pomyślał Müller.
„Nie twój zasrany interes!” - pomyślał Stirlitz.
„Dokąd on idzie?” - pomyślał Müller.
„Nie twój zasrany interes!” - pomyślał Stirlitz.
Sztyrlic szedł
ulicą, kiedy z tyłu rozległy się strzały i tupot podkutych butów.
„To koniec” - pomyślał Obersturmführer Sztyrlic wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej...
„To koniec” - pomyślał Obersturmführer Sztyrlic wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej...
Stirlitz i
Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały. Kathe pada. Krew tryska.
Stirlitz, polegając na swym instynkcie, momentalnie zaczyna coś podejrzewać.
Pod dom
Stirlitza podjechał samochód, z którego wyskoczyło trzech gestapowców i zaczęło
głośno dobijać się do drzwi.
– Nikogo nie ma w domu! – zawołał do nich z okna Stirlitz.
Gestapowcy wsiedli do samochodu i odjechali. W ten sposób Stirlitz wodził za nos gestapo już piąty miesiąc…
– Nikogo nie ma w domu! – zawołał do nich z okna Stirlitz.
Gestapowcy wsiedli do samochodu i odjechali. W ten sposób Stirlitz wodził za nos gestapo już piąty miesiąc…
Sztyrlic wszedł
do gabinetu i ujrzał Mullera leżącego na podłodze i nie dającego oznak życia.
„Otruty” - pomyślał Sztyrlic przyglądając się rączce siekiery wystającej z czaszki.
„Otruty” - pomyślał Sztyrlic przyglądając się rączce siekiery wystającej z czaszki.
Stirlitz z
Pleischnerem szli ulicą i omawiali plan przyszłej operacji. Nagle padł strzał i
Pleischner z jękiem osunął się na ziemię. Obersturmführer Stirlitz obejrzał się
w jedną stronę – nikogo, potem w drugą – też nikogo.
„Pewnie mi się wydawało” – pomyślał…
„Pewnie mi się wydawało” – pomyślał…
Stirlitz
usłyszał pukanie do drzwi. Otworzył je. Za drzwiami stał mały kotek.
- Chcesz mleczka, głuptasku? - czule powiedział Obersturmführer Stirlitz.
- Sam jesteś głupi! Właśnie przyjechałem z Centrali - prychnął kotek.
- Chcesz mleczka, głuptasku? - czule powiedział Obersturmführer Stirlitz.
- Sam jesteś głupi! Właśnie przyjechałem z Centrali - prychnął kotek.
Wytrzeźwiawszy,
Stirlitz energicznie uniósł głowę. Była to głowa Holtoffa.
Stirlitz dostał
rozkaz zlikwidowania Hitlera. Skonstruował bombę zgodnie z wytycznymi nadanymi
z Centrali przez Radio Berlin i poszedł do Kancelarii Rzeszy. Wszedł do
gabinetu Hitlera i już miał położyć na jego biurku bombę, kiedy spostrzegł, że
Hitler śpi.
„Jeszcze się obudzi” – pomyślał Stirlitz i wyszedł.
„Jeszcze się obudzi” – pomyślał Stirlitz i wyszedł.
- Stirlitz to
sowiecki agent - rzekł Müller do Schellenberga - Musimy go zdemaskować. Niech
pan stanie za drzwiami. Jak wejdzie, proszę go uderzyć polanem w głowę. Jeśli
jest Rosjaninem zaraz się wygada.
Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza.
- O-żesz, job twaju mat'! - zaklął Stirlitz.
- Ubit'! - krzyknął Müller.
- Ciszej, towarzysze - syknął Schellenberg - Niemcy dokoła!
Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza.
- O-żesz, job twaju mat'! - zaklął Stirlitz.
- Ubit'! - krzyknął Müller.
- Ciszej, towarzysze - syknął Schellenberg - Niemcy dokoła!
Stirlitz
podniósł głowę z kałuży i zobaczył ludzi w szarych uniformach. Nie wiedział
gdzie jest.
„Jeśli to Niemcy, to powiem, że jestem Stirlitz, jeśli to nasi, to powiem: „Isajew” – pomyślał szybko.
Posterunkowy podszedł bliżej.
– Patrzcie: ten znany aktor Tichonow znowu schlał się jak świnia. No dobra, nie przeszkadzajmy, niech sobie spokojnie leży.
„Jeśli to Niemcy, to powiem, że jestem Stirlitz, jeśli to nasi, to powiem: „Isajew” – pomyślał szybko.
Posterunkowy podszedł bliżej.
– Patrzcie: ten znany aktor Tichonow znowu schlał się jak świnia. No dobra, nie przeszkadzajmy, niech sobie spokojnie leży.
(inna wersja)
Sztyrlic budzi
się w areszcie. Przez koszmarny ból w czaszce nie może sobie przypomnieć, gdzie
się znajduje i kto go zaaresztował. Jest jednak przygotowany każdą
ewentualność.
„Jak przyjdzie
nazista, to go zrugam i powiem, że jestem Stirlitz. Jeśli to nasi, to ujawnię,
że jestem pułkownik Isajew.”
Drzwi celi
otwierają się, wchodzi doń sowiecki milicjant. Sztyrlic już chce otworzyć usta,
lecz słyszy:
-Alescie się
wczoraj schlali, towarzyszu Tichonow!…
Stirlitz na
popijawie u Müllera mocno przeholował. Następnego dnia, żeby rozwiać
wątpliwości, wchodzi do gabinetu Müllera i pyta:
- Słuchajcie, czy domyśliliście się po wczorajszym, że jestem sowieckim agentem?
- Nie - przyznał podpułkownik Müller.
Obersturmführer Stirlitz odetchnął z ulgą...
- Słuchajcie, czy domyśliliście się po wczorajszym, że jestem sowieckim agentem?
- Nie - przyznał podpułkownik Müller.
Obersturmführer Stirlitz odetchnął z ulgą...
Stirlitz szedł
przez Reichstag pijany w trzy dupy i w rozchełstanym mundurze. Dziś, 23 lutego,
w dniu Armii Radzieckiej, chciał wyglądać jak prawdziwy radziecki oficer.
Idąc ulicami
Berna, Stirlitz zauważył, jak bezdomny pies podniósł
nogę. Była to noga profesora Pleischnera.
Stirlitz bez trudu wemknął się do ciemni. Po chwili poczuł, że wdepnął w coś miękkiego.
"Scheiße!" - pomyślał Stirlitz.
"Stirlitz!" -pomyślała kupa.
Stirlitz
wyjrzał przez okno i ujrzał ludzi z nartami.
„Narciarze” – pomyślał Stirlitz i sam się zdziwił swojej przenikliwości.
Stirlitz od
dwóch dni nie pojawiał się w pracy. Gestapowcy, wysłani na poszukiwania,
odnaleźli go w jego willi, nieprzytomnego, leżącego na podłodze pośród pustych
butelek po wódce. Na stoliku obok lampy leżał szyfrogram:
„Zadanie wykonane, możecie się zrelaksować.”Müller próbował podejść Stirlitza sposobem. Nie wyszło.
"Wezmę go na ambit" - pomyślał chytrze.
"Ty pedale zboczony!" - pomyślał z obrzydzeniem Stirlitz.
Idąc ulicą, Stirlitz spostrzegł małego chłopca w chałacie, z długimi pejsami i w jarmułce na głowie.
„Jak urośnie, to pewnie będzie żydem” – prędko domyślił się Stirlitz.
„Jak urośnie, to pewnie będzie żydem” – prędko domyślił się Stirlitz.
- Heil Hitler!
- pozdrowił Stirlitz Bormanna.
- Nie przesadzajcie, Isajew! - warknął Bormann.
- Nie przesadzajcie, Isajew! - warknął Bormann.
Himmler wzywa
jednego ze współpracowników:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
- 45
- A czemu nie 54?
- Bo 45!
Himmler zapisuje w aktach "charakter aryjski" i wzywa następnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
- 28
- A czemu nie 82?
- Może być i 82, ale lepsza jest 28.
Himmler zapisuje w aktach "charakter bliski aryjskiemu" i wzywa kolejnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
- 33
- A czemu nie... a to wy, Stirlitz.
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
- 45
- A czemu nie 54?
- Bo 45!
Himmler zapisuje w aktach "charakter aryjski" i wzywa następnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
- 28
- A czemu nie 82?
- Może być i 82, ale lepsza jest 28.
Himmler zapisuje w aktach "charakter bliski aryjskiemu" i wzywa kolejnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
- 33
- A czemu nie... a to wy, Stirlitz.
Kwiecień 1945
roku. Klęska Niemiec widoczna jak na dłoni... Hitler włóczy się po Kancelarii
Rzeszy i wszędzie widzi ten sam obrazek: oficerowie chleją na umór i nikt nie
zwraca uwagi nawet na swojego führera. Ale zachodząc w jeden z korytarzy
napotyka Stirlitza, który siedzi za stołem i pracuje. Spostrzegłszy głowę III
Rzeszy, Stirlitz pręży się, zamaszyście wyciąga rękę i wykrzykuje:
– Heil Hitler!
W odpowiedzi Hitler zmęczonym głosem odpowiada:
– Maksymie Maksymowiczu, chociaż ty jeden nie robiłbyś sobie ze mnie jaj...
Ponieważ po dwóch drinkach Grethe zrobiła się przystępniejsza, postanowił wziąć ją na ambit. Było bardzo miło. Niestety, nazajutrz ambit pobladł, pokrył się siną wysypką, a pod wieczór odpadł...
Stirlitz zaatakował znienacka. Znienacko bronił się jak umiał. A Umiał też był niezły zawodnik…
(uwielbiam ten kawał :D chociaż on jest taki bardziej fonetyczny)
Obersturmführer Stirlitz migiem uciekł przez okno. MiG szybko nabrał wysokości i skrył się w chmurach.
Stirlitz w
końcu odzyskał przytomność i natychmiast zasnął.
Obersturmführer
Stirlitz strzelił Müllerowi z pistoletu prosto w łeb. Kula jednak odbiła się,
Müllerowi nic się nie stało.
„Broniewoj” - pomyślał Stirlitz.
„Broniewoj” - pomyślał Stirlitz.
(Leonid Broniewoj - aktor grający Müllera, „broniewoj” znaczy po ros. dosł. "pancerny"=kuloodporny)
– No i co,
Stirlitz? Poznajecie te rękawiczki? – triumfalnie
spytał Müller. Stirlitz poznał rękawiczki. Poznałby je natychmiast spośród
tysięcy innych. Były zrobione ze skóry zdartej z pastora Schlaga.
Stirlitz wybrał
się do lasu na maliny.
„Chyba
nie sezon” - pomyślał Strilitz siadając w zaspie.
W pokoju był
półmrok. Stirlitz wszedł ostrożnie. Półmroka nikt potem już nigdy nie widział…
Upiwszy się u
Schellenberga Stirlitz uderzył twarzą o drewniany blat stołu.
"Jednak
bardziej przywykłem do bruku" - pomyślał Stirlitz.
- Jak wy się
naprawdę nazywacie?
- Tichonow. - odpowiedział Stirlitz - A wy?
- Broniewoj.
- No, Müller, wpadliście!
- Tichonow. - odpowiedział Stirlitz - A wy?
- Broniewoj.
- No, Müller, wpadliście!
– Zobaczycie,
Stirlitz, że niedługo będziemy w Moskwie świętować
zwycięstwo! – powiedział Himmler.
– Czyżby był pan kibicem Bayernu, Reichsführer? – zapytał Stirlitz.
– Czyżby był pan kibicem Bayernu, Reichsführer? – zapytał Stirlitz.
Stirlitz
siedział w swoim gabinecie, gdy rozległo się pukanie.
„Bormann” - pomyślał Obersturmführer Stirlitz.
„Ja” - pomyślał Bormann.
„Bormann” - pomyślał Obersturmführer Stirlitz.
„Ja” - pomyślał Bormann.
- Stirlitz,
powiedzcie proszę ...
- Proszę - odpowiedział Stirlitz, chcąc szybko udzielić odpowiedzi.
- Proszę - odpowiedział Stirlitz, chcąc szybko udzielić odpowiedzi.
Bill Gates i
Stirlitz patrzą, jak naziści palą książki:
„Cenzura” - pomyślał Stirlitz.
„Walka z piractwem” - pomyślał Gates.
„Cenzura” - pomyślał Stirlitz.
„Walka z piractwem” - pomyślał Gates.
W dniu Święta
Majowego, Stirlitz założył czapkę czerwonoarmisty, chwycił czerwony sztandar i
przemaszerował się po korytarzach Biura Bezpieczeństwa Rzeszy śpiewając
międzynarodówkę i inne rewolucyjne pieśni.
Jeszcze nigdy nie był tak blisko wpadki...
– Stirlitz, czy
możecie wyjaśnić, dlaczego wasz służbowy adres stirlitz@rsha.gov.de ma aliasa justas@gru.su
?
Stirlitz
wiedział, że wojna już się skończyła, tylko nie wiedział jeszcze gdzie...
Po wojnie
Stirlitz napisał podanie o przyjęcie do partii: "Proszę o przyjęcie mnie
do KP (ros. Kommunisticzieskoj Partii)". Urzędnik go opieprza:
– Moglibyście chociaż napisać pełny skrót nazwy partii: KPSS (Kommunisticzieskaja Partia Sowieckawa Sajuza)!
– Nie ma potrzeby. SS mam odsłużone!
– Moglibyście chociaż napisać pełny skrót nazwy partii: KPSS (Kommunisticzieskaja Partia Sowieckawa Sajuza)!
– Nie ma potrzeby. SS mam odsłużone!
Rankiem
przychodząc do biura RSHA, Stirlitz zobaczył na drzwiach swego pokoju
napis "Justas - agent radziecki".
„Chyba przesadzają z tą głasnostią” – pomyślał Stirlitz.
„Chyba przesadzają z tą głasnostią” – pomyślał Stirlitz.
Stirlitz jest
już w ZSRR, pije piwko pod kioskiem i krzywi się do sąsiada:
- Rozwodnione...
A sąsiad na to:
- Trzeba było gorzej szpiegować, to byśmy pili Heineckena!
- Rozwodnione...
A sąsiad na to:
- Trzeba było gorzej szpiegować, to byśmy pili Heineckena!
No comments:
Post a Comment