Friday, 31 March 2017

Młodzieży upadek, klęska rozmowy

"Rozmowa pozwoliła na komunikowanie pomysłów, umożliwiając ludziom wspólne działanie w celu budowania niemożliwego. Największe osiągnięcia ludzkości nadeszły dzięki mówieniu, a jego największe porażki, nastały dzięki niemówieniu. [...] Dzięki naszej technologii, możliwości są nieograniczone. Musimy tylko zapewnić, że nadal rozmawiamy". - Stephen Hawking
https://www.youtube.com/watch?v=7GEXrWf5CKQ



      To, co za chwilę przeczytasz, zostało napisane nie z pozycji socjologa, psychologa czy innego "loga". Jestem Polakiem ze średniego pokolenia. Obserwatorem współczesnych przemian, penetrowania przez, i zakotwiczania się w naszej rzeczywistości niechcianych skutków, fatalnych dla naszej przyszłości w chorej Ojczyźnie. Oczywiście od poniższych spostrzeżeń są chlubne wyjątki. Ale generalnie, jak to mówią, statystycznie, obraz rysuje się w barwach na wskroś ciemnych.

    Nasze Dzieci w swych rodzinnych domach i w szkołach są źle wychowywane. Albo WCALE. Rodzice oczekują, że uczyni to za nich szkoła, a szkoła idąc poniekąd na łatwiznę, oczekuje tego od rodziców. Jedni patrzą z pretensjami, niechęcią, ba! wręcz z wrogością na drugich. Dramat to to, że rodzice dzisiejsi chcą spokoju, braku wysiłku i coraz więcej wolnego czasu. więc próbują bezstresowego wychowania. Oraz podrzucanie kukułczego jaja innym. W swym mniemaniu, ktoś inny wykona za nich robotę.  
  Wyrosło młode pokolenie gardzące swymi rodzicami i ludźmi starszymi. Bo w erze nowoczesnych technologii, starsi mają trudności adaptacyjne. Ich życiowe doświadczenie straciło wskutek zbiegu fatalnych zdarzeń niemal całkowicie znaczenie i etos. Nie przemawia osobisty przykład czy "algorytm postępowania". Nie mają czym zaimponować młodym. Runęły bowiem autorytety i charyzma.
           W umysłach współczesnego średniego i młodego pokolenia, z najmłodszymi włącznie, tkwi nabyte w toku dotychczasowego życia przeświadczenie, że przy rozmowie nie trzeba się zachowywać kulturalnie. Gdy otwierany jest dowolny kanał telewizyjny widać zewsząd ordynarne chamstwo, pogardę dla drugiego, prymitywizm. Gadające głowy, przekrzykujące się na dowolny temat. Która prawda jest bardziej "mojsza" niż "twojsza". Gdy włączą media sieciowe - nie stać ich na odrobinę wysiłku aby zweryfikować prawdziwość umieszczonych stwierdzeń. Nauczono ich tego. Podobnie stają się ofiarami machinacji medialnych bo w nich nie chodzi o słuszność. Bardziej o czas najwyższej oglądalności. Gdy uczestniczą w "dyskusjach", chodzi tam raczej o to, by oponenta "zmiażdżyć" albo "zaorać". Dokopać. Nie wygrywa prawda lecz ODPOWIEDŹ ZGRABNIEJSZA, BARDZIEJ CHWYTLIWA. Czasem po prostu  k r ó t s z a. Nośniejsza medialnie. 
       Mamy do czynienia z młodymi ludźmi, którzy sprymitywnieli i ich światopogląd stał się do bólu narcystyczny. A co gorsza, ich rodzicom to nie przeszkadza. Bo oto wyrosły już co najmniej dwa pokolenia o uproszczonym kręgosłupie jeśli idzie o "łatwe wychowanie". I tu leży prawdziwy dramat. Dzieci w dość szlachetnym, aczkolwiek utopijnym założeniu, miały mieć w życiu lepiej i wygodniej niż pokolenia przed nimi. I wyrosło pokolenie samolubnych egoistów, konformistów. Niewidzących nic poza własną korzyścią. A do tego skrajnie krótkowzrocznych. Tylko TU i TERAZ. Po nas choćby potop. 
    Niestety, taka życiowa filozofia i wzorzec, spływa na nich z telewizji, radia, z internetu ale także -o zgrozo- ze szkoły i wyższych uczelni. Edukacja, w tym akademicka, zawiodły. Bo profesorowie już należą do pokolenia zmanierowanego. I dzięki temu na przykład przychodzą na urzędy ludzie wykształceni przed nowoczesną szkołę ekonomii. Zamieszała im w głowach na tematy hermetyczniejącej z czasem wiedzy o pieniądzach. Tacy ludzie przenoszą swe szkolne "jedynie prawdziwe" szablony na życie realne. Nabrali przekonania, że "z mebli można na powrót stworzyć drzewa". Mówił o tym swego czasu zdobywca nagrody im. Nobla z ekonomii. Z goryczą opowiadał, że nauka o tym co w życiu człowieka stanowi ważny element (o pieniądzu), stała się wyalienowana i niezrozumiała, bo tak poprowadzili sprawę akademicy. A realne życie niesie w sobie fakty bogatsze niż akademickie teorie. W prawdziwym życiu zachodzą zdarzenia nieodwracalne. Nie da się z mebli zrobić drzew. A to czasem nie mieści się w głowach nowej kadry. Więc tym gorzej dla faktów. I spirala niezrozumienia i agresji oraz pogardy zaczyna się nakręcać.
W dawniejszych czasach dzieci były uczone dialogu. Wiedziały, jakim tonem przemawiać, kiedy się odzywać, jak argumentować i jak przyjmować porażkę jeśli interlokutor miał rację, a samemu się jej nie miało. Dziś gdy sięgają po wzorzec to widza rozwydrzonych rodziców, a w debatach telewizyjnych oglądają z ciekawością wszechobecne przekrzykiwanie się w studiach tv i radiowych, używanie nieparlamentarnego słownictwa i nieczystej argumentacji w sporze. Nie chodzi kto ma rację, lecz kto kogo "zaorze", "dokopie" "zmiażdży".
 Znalezione obrazy dla zapytania quarrel clipart
 Zniszczenia widać również w sferze języka. Orwell ze swoją utopistyczną wizją 1984 jest w naszym realnym życiu obecny choć w bardziej zakamuflowanej formie. Ale drogą ciągłego powtarzania wpaja się bezkrytycznym odbiorcom że "Oceania jest w stanie wojny z Eurazją. Że zawsze była w stanie wojny z Eurazją." Pewne poglądy wpaja się młodym z góry wiedząc, że tylko bardzo nieliczni z nich, jakieś dziwadła jedynie, zadadzą sobie trud i dotrą do prawdziwego lub choćby prawdziwszego obrazu. I jeszcze jedno, sprymitywnienie, zmniejszanie zasobu słów, jakimi młode pokolenie operuje przy opisie otaczającego świata. U Orwella opracowywano kolejne wydania słowników "nowomowy", ktore zawierały coraz mniej haseł aby uprościć i ograniczyć zasób słownictwa tak, aby zubożony zasób słownictwa uniemożliwił w przyszłości "zbrodniomyślenie" czyli myślenie w kategoriach nieprzychylnych Wielkiemu Bratu. Tym samym,  kanalizowano treści za pomocą zwrotów "plus dobry" czy "dwa plus dobry", a dziś mamy jak ponury żart jakiś zwroty "mega fajny" albo "wypasiony". Słowniki wyrazów bliskoznacznych odchodzą do lamusa. Korzystają z nich jedynie światli poloniści oraz krzyżówko-maniacy.  Rośnie powierzchowność, miałkość, brak krytycyzmu, nabytej nieufności i dążności do poznania faktów. Zostają na garnuszku faktów medialnych. 

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie." - S. Staszic. Patron mojego Liceum tak rzecz uwzwięźlił.

Tragedia polega na tym, że nie mamy tak dużego brezentu aby tę wadliwą młodzież schować. Ilość, jak u marksistów, ewidentnie przeszła w jakość. I ludzie oczekujący od życia normalności, nie mogą się jej doczekać. Bo kultura, dobre wychowanie, erudycja, czy wręcz szacunek dla drugiego człowieka, zostały z naszej rzeczywistości (oby nie trwale) wyrugowane przez kombinację młodzieńczego buntu, bezkrytycznego podejścia do technologii, upadku modelu wychowawczego oferowanego dzieciom, pogardy, filozofii "wolności", nieomylności i modelu "teraz + tu + moje + ja". Bezstresowo "wychowana" latorośl, zostaje często na mocy "układów i znajomości" zainstalowana w ośrodkach decyzyjnych. Stają się "agentami wpływu". Pielęgnują swe wypaczone poglądy i postawy. Są niedostrzeganym i często nieusuwalnym zagrożeniem dla społeczeństwa. I swój toksyczny wpływ sieją naokoło.
Niestety, rozgonienie na cztery wiatry całego tłumu tzw. "nauczycieli", którzy zepsuli nam młodzież a wcześniej ich rodziców jest już niemożliwe. Mleko się wylało. Musztarda po obiedzie.  Jesteśmy błądzącymi pośród oceanu nieomylnych rozwydrzeńców.
W dzisiejszych czasach naszej polskiej rzeczywistości bardzo boli mnie, że młode pokolenie  straciło bezpowrotnie szansę na poprawne "ułożenie" wyniesione z rodzinnego domu oraz ze szkoły. Płakać się chce, ale pokolenie współczesnych "nauczycieli" absolutnie nie sprostało wymogom edukacji stosownej do wymogów teraźniejszości. Patrzę, jak się sprawy mają w krajach ościennych, Finlandia, Chiny, Japonia, Norwegia, Korea Południowa i wieeeeele innych, potrafiły stworzyć dzieciom (i ich rodzicom świat), w których nauczyciel nadal cieszy się prestiżem. I cieszy się nim słusznie. U nas niestety, zawód nauczyciela skundlono i doprowadzono do tego, że stał się przechowalnią tłumów ludzi, którzy nie dbają o długoterminowa przyszłość swych wychowanków. Również dla rodziców, szkoła stała się miejscem, do którego na większa część dnia odstawia się potomstwo aby kto inny się nim zajmował, a może i wychował ("bo my nie mamy czasu"). Niech sobie trochę spędzą czasu w miłej atmosferze. My mamy zadania do wykonania. Skutki są opłakane i rokują na przyszłość bardzo pesymistycznie. A z tego właśnie pokolenia wyrastają menadżerowie, nauczyciele, lekarze, posłowie i wyborcy. Za młodu przeczytałem maleńka acz pouczającą książeczkę "Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów" A. Schopenhauera. Bardzo kształcąca i trafna lektura. Niosąca w sobie jednak bardzo negatywne przesłanie. Oto spory w przestrzeni publicznej wygrywa się nie za pomocą prawdy, racji, słuszności i celnego argumentu, ale drogą emocjonalnego sterowania świadkami/obserwatorami sporu tak, aby stanęli oni "demokratycznie" po stronie sprawiającej wrażenie racji. Dokładniej: wygra strona, która (rozwiązanie zdecydowanie tańsze) SPRAWI WRAŻENIE, że wygrała. Że obserwatorzy wezmą czyjąś stronę i przekrzyczą oponentów. I tak niestety wyglądają dzisiejsze "dyskusje". Przy tym często owe debaty są zmanipulowane przez szefów. Każdy wykrzyczy swoje, będzie się działo. Niezły nieczysty pojedynek w świetle jupiterów. No skandal. Fajnie. Będzie się działo! Wzrośnie oglądalność. Bo ci ludzie w świetle reflektorów pojawiają się w naszym życiu nie po to aby rozmawiać, ale po to aby swoje wykrzyczeć i napowtarzać. Nikt nikogo nie przychodzi przekonać ani dać się przekonać. Wywrzaskuje jedynie przy ludziach uzgodnione zakulisowo poglądy i zatruwa czarnym PR-em przestrzeń.
          Polecam jako obowiązkowa lekturę. Włos się na głowie jeży gdy zaczynamy konfrontować z naszymi codziennymi doświadczeniami z pracy, telewizji, radia, przestrzeni publicznej a zwłaszcza z mównicy. Tam rozlegają się słowa mające nieograniczony wpływ na nasze mienie, zdrowie i życie. Przeczytawszy tę pozycję widzimy, że w sporach stosowane są wszelkie chwyty zależnie od okoliczności i sposobu, w jaki toczy się debata. I niestety, coraz częściej wygrywa metoda przytoczona w "Erystyce"  na samym końcu. W uproszczeniu polega ona na brutalnym ataku nie na poglądy czy postawę przeciwnika, ale na jego osobę wprost. Czyli: "Twoje argumenty są równie obrzydliwe jak twoja wredna facjata". I ci ludzie o tempora o mores WYGRYWAJĄ. 
Znalezione obrazy dla zapytania bad discussion

Nie chcę i nie godzę się na taką rzeczywistość. 

Jeśli Ty również - rozmawiaj o tym. W rodzinie. Na forum. Powiedz o tym poście innym. Może mają też coś do powiedzenia, bo uważają, że to jest ważne. Dla mnie, dla Ciebie. Dla nas. Dla naszej przyszłości. Zachęcam do dyskusji i komentarzy.

PS. Nie posiadam praw autorskich na artefakty zamieszczone w moim blogu. Umieściłem je w celach edukacyjnych. NIECH ŻYJĄ ARTYŚCI!!

Wednesday, 22 March 2017

perfection, absolute

the Dark Side of the Moon - The concept Album and unique experience from 16 of  March 1973

(IMPORTANT: To begin with, I want to stress I do not own any rights to the content below, just put it here only for educational purpose. God bless the Artists!)

I am sadly realising that my current post is but casting handful of thoughts into black hole of today's people minds. The bitter truth that I see everyday, since introducing of MTV, is that we have been breeding whole generations of children-consumers that inside their skulls carefully carry brains expecting outside world to deliver them pictures and sounds with the speed of tens per second. If it's somewhat lower than expected, they start to hate the reality and consider it boring. Their minds expect world to be a video clip. Noisy, jazzy, beeping and flashing, stroboscopic vision-wise, sound-wise. 
And what I want today to ponder and revisit a work of art from early seventies. It has an iconic cover of prism refracting whiteness into rainbow set of colors, all on simple black background. Created by Storm Thorgerson and Aubrey Powell. A classy symbol of cleverness and beauty.
         The topic of today is a masterpiece about madness. A genius suite. Loved by millions so maybe enough words said? skilfully crafted in legendary recording studio at Abbey Load, London. By a person who himself is a talented musician leading once his own rock group called Alan Parsons Project. 
Ready to start a journey? well, start the link and dim the light. I personally just LOVE to listen to it in either complete darkness or outdoors gazing at starry night. 
You should try that out some time, too. My Wife Gosia confessed that she just adored listening to it while watch northern lights near Tromso, Norway, having her headphone set on, all lying on her back at a high snowdrift, cosmic privacy. Watching the shapes, hues and colours delicately mesmerising up above... I can imagine that could be cool. But I leave that one to Her.

Like Venezia deserves every person on Earth to visit the place, this art piece is worth hearing. It is ultimate Perfection. 
I am of course talking about the 8th album of British symphonic rock group Pink Floyd. And it is about The Dark Side Of The Moon
Highly inspiring, diverse, intrinsic feel, insight, remarks and comments. On human greed, passing of time, breathing, death, changes, conflicts, isolation, unity, religion, mental incompatibility with the world. All in all, it is greatest album of all time. I am Beatle fan, yet I agree that this workpiece is best. And it was done in the very same location as "Abbey Road" by the Beatles.
I am true fan who remains unimpressed by facts and figures of sales and topping the charts. But this one is a class of its own. It until today remains peerless achievement. 
That record starts and ends with human heartbeat. As it flows, it is using countless loops, overdubs, snatches of real world interviews with band and crew, lots of transition effects between songs to make listener to gently move from one "mind's room" to another. A real gamechanger, a milestone in world of Music for our generation. I myself hearing it for the first time in my life was on my knees, listening to my cousin's mono cassette player. In complete darkness of his sleeping room in Kraków, Poland. It was overwhelming greatness. No obsolete note. I loved ever since then. I hope so would you. 
This Album is valid and meaningful for people. The legend says that during communist era, one of Poland's beloved, quite free minded radio stations called Trójka, introduced some unique custom. As not all of local radio receivers were able to broadcast programs in stereo at that time, the process of introducing stereo phony was done gradually through years. But just as during that process a region in Poland was receiving a gift of stereo broadcast, Trójka was greeting that fact by broadcasting "Dark Side" for even new circle of listeners, just to share the Experience. To enchant new crowds to the great journey amidst songs.
And of course, there's Clare Torry's great vocalise of Great Gig In The Sky. critics claim to to be a "Soulfull methaphore of death". I hoever think it is just a song about Norwegian Aurora Borealis glimmering above freshly gone snow blizzard, all grabbed by the organ. Enjoy.

https://www.youtube.com/watch?v=YI67GAQYsRc
Recommended to open link in another window.
PS:  if you hate interruptions or ads, just buy the Album.
PPS: Back in the old times, it had another advantage. We were carrying our personal music on portable cassette players. And if you bought a C-90 cassette, you had it all. On side you put "Dark Side", on the flip side - "Wish You Were Here" (their next LP) and then you had it saturated with beauty. WOW, what a feast it was for young souls of the time!.. 
PPPS: I hope that you would agree that song "Money" seems to be inspired by earlier Beatles Instrumental called "12 Bar Original". Hear for yourself: 
https://www.youtube.com/watch?v=9m84toiWRTI
Or it's just me in me head?


















"Speak to Me" +
 "Breathe in the Air" + 

"On the Run" + 
"Time ( "Breathe" reprise) + 
"The Great Gig in the Sky" (Lyrics: ooooohaahahhahahahahaoooooohaahahaooahhaœòooö).
"Money" + 
"Us and Them
"Any Colour You Like" + 
"Brain Damage"  + 
"Eclipse"

Tuesday, 21 March 2017

theological dilemma ; temat. Teologiczny

Kolejny mega temat. Teologiczny. And another vast theological dilemma.

Zamykam oczy i ruszam w pamięci wehikułem czasu. Przypominam sobie zasadniczą, jak się potem okazało, kwestię - przyczynę problemów w dziele U.Eco "Imię róży". Chodziło mniej więcej o to, czy Bóg się śmiał. Oto odpowiedź:
Tak.   J e s z c z e   n i e    p r z e s t a ł...



I am closing my eyes and I begin my voyage back to the past in mind's time vehicle. I am recalling basic problem, it revealed later to be a root cause of all crime's of U. Eco's "Name Of The Rose" works of art. More or less it was a difficulty over a dilemma if God ever laughed. Well, here is the definite Anwer:
Yes. And  H e   h a s    n o t   y e t    e n d e d...

Abonament 1.0

Ten wpis będzie po polsku. Jest to wyraz mojego szczerego  obywatelskiego protestu przeciw gangsterskiemu "skokowi na kasę" mojego narodu. Chodzi o "podchody" agend rządowych jak by tu położyć rękę na niepłaconym abonamencie. Sprawa jest bardzo poważna, bo do gry wciąga się niegodziwie szacowne instytucje jak Poczta Polska. Próbuje się narzucać się na jej barki ponadnormatywne obowiązki polegające na donoszeniu do organów o fakcie posiadania niezarejestrowanych odbiorników rtv. Po to aby potem uderzyć z roszczeniami.
Tylko czy rzeczywiście jest to abonament niezapłacony? Śmiem wątpić. 
Posłużę się w moim rozumowaniu następującym konstruktem myślowym (publikowałem go już parokrotnie w gronie najbliższych na forach w sieci, ale teraz w wersji nieco rozbudowanej publikuje na blogu).
Zamknij więc na chwilę oczy (w przenośni, bo z zamkniętymi oczami trudniej jest czytać teksty 😊) i wyobraź sobie rzecz następującą:
Jak co dzień po porannej toalecie, ubraniu się, wychodzisz z domu z zamiarem porannych zakupów. Zaglądasz do piekarni, oczarowany pięknym zapachem i wyglądem, kupujesz jak zwykle bochenek ulubionego przez Ciebie i rodzinę chleba oraz stosowną ilość ciepłych, smakowitych bułek. Płacisz, bierzesz kwitek i zadowolony wracasz w rodzinne pielesze. Wszyscy zadowoleni. I oto pewnego pięknego dnia do drzwi Twego zacisznego domu (my home is my castle!) puka w gniewie jakiś zapracowany poczciwy osobnik. Na zapytanie, w czym możemy mu pomóc, ów wybucha gorzkim oskarżeniem, że jesteśmy mu winni pieniądze za pieczywo, które do tej pory zjadaliśmy. Zaskoczeni usiłujemy się dowiedzieć jak to możliwe, przecież za ulubione pieczywo zawsze płaciliśmy żądaną kwotę. Mamy na to nawet rachunki. Słysząc to, nasz zgorzkniały rozmówca wybucha gniewem i z wściekłością oświadcza, że jest młynarzem i że PIEKARNIA SIĘ Z NIM NIE ROZLICZYŁA. Więc czuje się okradziony, a ponieważ wie, że to ja zjadałem jego produkty, więc przychodzi do mnie po należność. A musisz wiedzieć, że on ma szwagra w policji, więc "lepiej dawaj po dobroci, bo jak nie, to inaczej pogadamy..." 
Teraz możesz już otworzyć symbolicznie oczy i zamyślić się nad tym, co przed chwilą tu naskrobałem. Dokładnie taka sytuacja zaistniała w naszej chorej rzeczywistości. 
Szwagier to oczywiście rząd z aparatem nacisku i nieposkromionym apetytem na niewpłacone jeszcze na rządowe konta nasze (w pocie i znoju zarobione) pieniądze.
Piekarnia to dostawca treści programowej poprzez sieć telewizji kablowej. Ma doskonałe rozeznanie ILE KOMU KIEDY SPRZEDAŁ. I czego nie sprzedał.
Rozgoryczony gniewny i roszczeniowy młynarz u Twych bram to nikt inny jak przedstawiciel firmy państwowej, która oferuje towar, na który systematycznie spada zainteresowanie czyli popyt.  
I tu pro memoriam cytat z "Zakazanych piosenek 60-tki" 
Ogromna sala, lśniący parkiet,

Rąbie orkiestra znany temat

Wodzirej, hostess pięć na bramce

I tylko kurwa ludzi nie ma!
(autor Janusz Sokołowski* )

Wypisz wymaluj kwintesencja tarapatów, w jakich tkwią od dekad państwowe media. Prawem kaduka roszczą sobie prawo do GWARANTOWANYCH ZYSKÓW (nb. jak zagraniczne banki w Polsce) i jakakolwiek postawa sprzeczna z ich optymistycznym założeniem jest traktowana jako przestępstwo równe niemal niepłaceniu podatków. 

A nieszczęsny gostek, który drzwi otworzył, to Ty. Uczciwy, rzetelny obywatel, który swoje odpracował i zapłacił. Powinien spojrzeć młynarzowi w oczy, wziąć głęboki oddech i silnym, pewnym głosem odpowiedzieć: 
-Zaszła pomyłka. Niech pan sobie stąd idzie. To bardzo dobrze, że ma pan szwagra w policji. Na pewno bardzo się przyda. Zaraz dam panu na karteczce adres, gdzie może pan swoich koneksji użyć. A teraz żegnam pana życząc miłego dnia. 
I wręczamy osłupiałemu (nie wiedzieć czemu) interlokutorowi adres piekarni.
I dokładnie tak powinniśmy postąpić my, obywatele tego chorego kraju. Wyjaśniam dlaczego. Podobnie jak to się dzieje przy zakupie pieczywa, gazu, elektryczności, płacimy za dany produkt tylko raz. To na dostawcy produktu, a nie na konsumencie, spoczywa obowiązek rozliczeń z poprzednimi ogniwami łańcucha dostaw. Rzeczywistość oto przedstawia się w przeważającej ilości przypadków tak, że jako odbiorcy programów telewizyjnych nie jesteśmy posiadaczami anten telewizyjnych odbierających nadawane w eter fale. Kupujemy telewizor, zamawiamy PAKIET OKREŚLONYCH kanałów i po podłączeniu instalacji, na ekranie pojawiają się WYŁĄCZNIE wysłane przez dostawcę zakupione produkty wedle naszego wyboru. Jest już dwudziesty pierwszy wiek i czas to dostrzec. Roszczenia byłyby prawomocne, gdybyśmy odbierali na naszych odbiornikach sygnał otrzymywany bezpośrednio od producenta (stacje nadawcze radia i telewizji). Ale my dostajemy z "kablówki" treści zakupione. I jeśli komuś się roi, że nie zapłacono mu wystarczająco za jego rzetelną być może pracę, to niech swoje wysiłki zwróci ku instytucjom, od których de facto POWINIEN się domagać zadośćuczynienia. Nie od obywateli, którzy już za kablówkę dokonali zapłaty. My możemy jedynie służyć pomocniczo jako argument w sporze z pośrednikami. Jako się rzekło, dostawcy sieci kablowych mają w swej ewidencji dokładnie co do sztuki ilość klientów, którym dostarczają konkretne abonamentowe treści (przy okazji przypominam, że gross oferty kablowej telewizji to kanały płatne, podobnie jak to powinno być z naszymi mediami). Wygląda na to, że nieuczciwi dystrybutorzy sygnałów kablowych z zagranicznymi stacjami się dogadali co do należności (a może nie?...), a z rodzimymi mediami nie. I obie strony patrzą na nas jakbyśmy to MY MIELI ZAPŁACIĆ. Problem w tym leży wszak, że jest jeszcze ten "szwagier w policji", i on jak płatna dziewoja służebna, ochotnie poświadczy, że zapłacić młynarzowi rzeczą nieuchronną i należną jest. Nawet jeśli już zapłacono. W końcu prawda jest też taka, że firmy z branży medialnej mogą się "stawiać", nawet w sądach. A biedny telewidz jest łatwiejszy do obrobienia i zastraszenia. Do sądu taki nie poda, w ogóle, "wyżej dupy nie podskoczy". Można mu w świetle prawa interpretowanego "po wygodzie władzy" przypieprzyć tak, że mu się kredki z tornistra wysypią. To chory kraj, chora, chciwa jak gnida władza, która poza czubkiem własnego nosa nie widzi nic. I tylko: "tu. teraz, po nas choćby potop". Jak przyjdzie czas -"się znowu coś obieca i "jakoś będzie. Zapomną, a jak nie zapomną obietnic, to się powie, że "ta pani już u nas nie pracuje". To co? Płaci pan? bo zaraz zamykamy kasę..." 
Wiem, o czym mówię. Za uczciwą pracę powinno się płacić wykonawcy, dostarczycielowi produktu. Ale tylko RAZ, WŁAŚCIWEMU beneficjentowi. Jeśli gdzieś po drodze jest wyciek, należy go natychmiast zlikwidować zamiast dolewać do zbiornika i kazać płacić odbiorcy końcowemu za niedopatrzenie, a może za celowe zaniechanie.
Proszę, przemyśl mój post. jeśli uważasz, że choćby w części mam rację, podyskutuj o tym. Ze mną, w gronie rodzinnym, z przyjaciółmi... Pora aby rzeczy wyprostować i postawić na nogi. Pogadaj o tym temacie i moim blogu w rodzinie, przy piwie, na raucie, imprezie. Zachęcam do własnego zdania i komentarzy, a kto wie, może do obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec zakusów haniebnych.
Pozdrawiam z wiejskiej, prowincjonalnej Norwegii.






Nie mam praw autorskich do tekstu, zamieściłem jedynie w celach edukacyjnych. Niech żyją Artyści!

Wednesday, 15 March 2017

between jobs now

As I mentioned, I am between jobs now. After busybusy sessions before noon, when I try to find potential activity, I am left to do but stare at four walls around my loneliness.
I believe I have a talent of being able to "stand in other people shoes". Life though, was not extremely cruel to me, I was not deeply touched or tortured by it. Yet, I am able to feel what others feel while facing life's dark side. I like to think of me as very good. Am so good that when I share my view, I even am mistaken for taking somebody's side. Playing against the house.
I am feeling down now. And believe me, I perfectly understand why even more crowds of youngbloods are pulled to darker side. To their inevitable "A. Akbar" statement, raping or radicalism. It's because of loneliness. Because of isolation. Even amidst of fellow countrymen, they circulate on spiral crazy orbit towards unknown unsure peril, danger. I feel strongly to be citizen of almost extinct continent. Europe is losing its past, denying it, glorifying today, careless about the future. What I always admired in Chinese, it's the long time thinking. They act like "it's OK, I will not live up to the plan, the goal far away is what it is all that matters. Goal above all."
At least that's how I perceive it. To humanity, I am brotherly souled. Am not quite sure whether you'd understand my meaning. I am friendly to most of yous. It's just that bitterness of situation echoes in my actions and words.
So, being far away makes people losing something. Or "losing IT". I believe you should trust me on that. Jobless, sitting, staring, brewing thoughts while the world outside's moving, regardless of anything. of nothing.
I can really fancy why people turn to evil. Not only inside refugee camps, immigrant asylum, also Harlem, Soho, suburbs of Bogota, Cairo, Moscow or Shanghai. Looks like from turning around, slightly fluctuated density of stardust of black nebula, conglomerates emerge. And the end up i accelerating speed to form a white hot concentration of anger, sometimes hate. Sometimes fanaticism. Sometime desperation. Don't you think?

Sunday, 12 March 2017

H1, here I 4M, (brief intro)

You can say what you're thinking but you must think what you're saying. 
That's No. 1 wisdom of my entire life.

The other is reflection on my "career" in industry.
It's the only life that those people have. Let's not fuck it up without valid reason. Money isn't one.


Hello there, this is Polish guy scribbling to yous from provisional Norway. At night.

I am an oldchool dick who knows many answers yet nobody wants to listen. It's my mishap that I recently lost my job in here.
I was born when Beatles published Rubber Soul
http://www.thebeatles.com/album/rubber-soul
During communist reign in Poland and so called Warsaw Pact. In a small spa town in North West Poland, or West Pomern. It is called Polczyn-Zdroj [reads: paw-chin zdrooy]. 
I had had been living there from early childhood til I graduated in my Poznan Academy. More than twenty years I spent there and that that location had immense influence on my later life. I had a chance to grow in a family of teachers (both my Parents) in a cozy raint town surrounded by beautiful lakes and connected with curvy roads with the rest of the Planet. I went to a splendidly good high school or Liceum as we call it. And my Teachers there were great and imposed big influence for my life path. I was not best at learning yet it went smoothly. And amongst group of devoted school mates. I can reckon that when we once were coming back from Cracow on school bus tour, we were seriuosly thinking of being buried together  when the time comes. Sweet, isn't it? In that liceum i began being fascinated with William Shakespeare's worx, and later my fascination with English tongue and the Beatles came. Now nobody gives a damn about knowing English, but back then, communists did not enjoy my coutrymen to learn any language but Russian. Strange but true. Generally, English was rather, well, discouraged to learn. I heards that in some regions, German language was even forbidden to be taught in schools. 
With English, I got more lucky. Even if my Dad didnotlike me learning that too much, dear Mom convinced Him to let me go. n my youth in Polczyn, due to my dear friend Piotr L. , I got familiar with Polish Radio Program 3, and its pilars. This Institution is now hard to understand by foreigners, but in Poland, especially in those dark ages, Program 3 was an escape to freedom. Part of it still remains to-day. Piotr also introduced me to the worx of the Beatles. Although he claimed that they "grają jak barany" ("play like rams"), he had hit my sensitive string in my heart. So I started to like learning English  because I fell in love with the Group. I also started to appreciate other rock groups, espocially those that Piotr's edler brother loved. Later, another fascinations started. Things started to grow, man would become more and more adult...  
If you want to know bit more about my interests, I shall mention them in my next posts.


I am straight. Married with my wonderful Malgosia. Have one son, one stepdaughter and step grand daughter. For my adult life I had been mostly living in quite big Polish city called Poznan. It's exactly between two capitals: Berlin, Germany and Warsaw, Poland. English tongue isn't my native. I think and speak most of time in Polish. That's why some of my future posts will be held in Polish. I am sorry in advance for that. I treat that blog project as one of bigger challenges in my adult life. I will do my best so that you would understand what I'm saying here. Cannot guarantee that you'd understand my mind/philosophy.

I consider myself patriot yet by no means nationalist. I been here and there travelling yet mainly in Europe and Africa. Believe me, I saw misery, poverty and richness. I don't move where they walk on red carpets, I went to places where on flee market they sell edible clay. Yes, soil which is consumed as food.
OK, it's getting a bit late in my time zone so I'll be closing up the debut post. I hope someone gets my "message in the bottle". ah, one more request: as I mentioned before, I am a debutant in blogging. so. please have mercy and go easy on me. To be upfront, I already announce that accessing the content might be hard. I already heard that the site requires some strange passwords or accounts. I am working on it, changing the settings with my best guess. Be patient, though. Rome was not built in a day. Also I would like already say my apologies for an unbearable manner you might meet. as the world is very dynamic (OK, maybe not on my island here) so I can foresee that some of my posts although already published, might get inflated, i.e. loaded with big more content than when publish first. Anyway, I shall avoid it. I am leaving for now as I have to create my private to-do list of subjects to write about. Feel invited to my realm, let's travel together.
Sincerely Yours,
BiPi

do Bożego Narodzenia AD 2019 niedaleko

    Z a miesiąc już będę w Kraju. Długo mnie nie było. Od maja. A przynajmniej tak się czuję (Gosia mnie koryguje że nie aż tak długo, No...